piątek, 8 marca 2013

Rozdział 25 : 3 !

Rozdział 25
czyli
Neverdan - Miasto Śniących


Już kiedyś czuła ten zapach ... Była to ażnazbyt słodka, głęboka woń rozkładu... Martwych róż ... Aromat znacznie potężniejszy, niż kiedy kolwiek wąchała ... Nie był przykry , lecz zbyt silny w tak skoncentrowanej dawce. Wręcz natarczywy...
Chciała odwrócić od niego głowę, lecz okazało się, że z jakiegoś powodu ma niewiele miejsca, by się ruszyć . I nagle ta myśl ... ,, Czy ja umarłam ... ? Czy to sen ... ? A może jednak umarłam i pochowano mnie w trumnie pełnej kwiatów ... ? Czy zmarli śnią ... ? '' . Zdała sobie sprawę z nacisku na swoje ramiona i tylnią stronę kolan. Ból dotarł do jej umysłu niczym złe wspomnienie, przenikając całe ciało ... Następnym uczuciem, jakiego doznała, był ruch. Poruszała się ... Zimne powietrze wywołało na jej rękach gęsią skórkę. Chciała otworzyć oczy i zobaczyć, , gdzie się znajduje, w jaki sposób się przemieszcza, dokąd zmierza, ale zarazem tego nie chciała ... Po co, skoro o tyle łatwiej byłoby znowu odpłynąć, odpocząć w kokonie snu... W tym pustym miejscu między marzeniami sennymi a rzeczywistością... Gdzie słowo ,, nic '' odnajdywało prawdziwą definicję ... Nagle poczuła na policzku dotyk jakiejś tkaniny, którą zbierała także palcami. Własne włosy połaskotały ją w czoło pod wpływem kolejnego powiewu, a przez powieki wyczuła światło. Odzyskała zmysły na tyle, że nie mogłaby już pogrążyć się na powrót w przypominającej śmierci otchłani odpoczynku. Wbrew woli nabierała coraz większej świadomości samej siebie, niezliczonych obolałych miejsc na ciele, a wreszcie tego jednostajnego, rytmicznego ruchu pod sobą.. Jej myśli wyrywały się z mroku niepamięci i poruszyła się. Otworzyła oczy i ujrzała kamizelkę z czarnego materiału, tak blisko, że mogła policzyć szwy. Srebny łańcuszek, zwisający z małej kieszonki, połyskiwał w świetle i dziewczyna zauważyła, że trzyma coś, co najwyraźniej było czyimś czarnym płaszczem. Wtedy zrozumiała, że nacisk, który czuła na plecach i pod kolanami, to były ręce ... Ręce, na których leżała... Ręce, które ją niosły... Ciało tego kogoś, nie wydawało się, ani zimne, ani ciepłe. Było rzeczywiste, ale w jakiś sposób niezupełnie żywe. Nasłuchiwała, nie oddychał. Jej spojrzenie podążyło do podbródka i nosa, które skrywał ubrudzony krwią szal. Zmrużyła oczy, próbując bez powodzenia przeniknąć wzrokiem cień, który rondo szerokiego kapelusza rzucało na jego oblicze/ Niebo wokół jego zarysu było usiane gwiazdami, widocznymi poprzez plątaninę sękatych konarów, które z pewnością nie mogły należeć do drzew z lasu. Pokryte liśćmi gałęzie wyglądały zbyt spokojnie, zbyt normalnie, ale jednak było coś w nich nienaturalnego ...
Czy to możliwe, że wróciła do swojego świata ... ?
Na początku nic nie powiedziała. Lęk tamował w niej bowiem nadzieję. Chciała zatrzymać czas i po prostu nie ruszać się jeszcze przez chwilę, by jej zmęczony umysł i obolałe mięsnie mogły odpocząć. Stęchły, zgniły odór który od niego bił, nie przeszkadzał jej tak bardzo jak wcześniej i czuła się przy nim niemal spokojna ... Bezpieczna ...
Rosalie puściła płaczsz, a jej palce z zaciekawieniem przesunęły się niczym pająk do połyskującego łańcuszka. Pociągnęła go i wjej dłoni znalazł się mały, tykający zegarek kieszonkowy. Odwróciła go, podążając oczami za światłem, które odbijało się od polerowanej powierzchni. Otworzyła zegarek. Miał prostą białą tarczę, okoloną rzymskimi cyframi, oraz trzy czarne wskazówki. Wewnątrz okrągłej koperty widniało wygrawerowane kursywą imię.
- Ichiru ... - przeczytała. Jej głos wydał się cichy i pusty, jakby minęło wiele czasu, odkąd ostatni raz go użyła - To twoje prawdziwe imię ? Ichiru ... ? - zapytała nieznajomego
- Śmiem przypuszczać - odrzekł owy Ichiru, gdy nad jego ramieniem ukazał się między splątanymi gałęziami blady fragment księżyca - że przytrafiłoby ci się o połowę mniej kłopotów, gdybyś tylko zechciała się nie zajmować rzeczami, którymi nie powinnaś .  
- Dobrze, Ichiru...
Westchnął.
- Ichiru jest już od dawna martwy ...
- Aha ... - Zamknęła zegarek i wsunęła go z powrotem do jego kieszeni. - A ty nie ?
- Niezupełnie..
- A ja ... ? Czy ja żyję ... ?
- Ty, dziwna, pełna zagadek dziewczyno, masz wielkie szczęście..
- Gdzie jesteśmy? - Zapytała rozglądając się wokół plątanicy konarów, w oddali słyszała szum wodospadu.
- Jesteśmy w Neverdan ... Mieście Śniących ...
Neverdan ... Słyszała o tym miejscu ... Zimowymi wieczorami Mathiej siedział z nią pod kocem i opowiadał jej o tym świecie z kubkiem gorącej czekolady. Mathiej ... Pomyślała z ukłuciem tęsknoty ... Zacisnęła usta i poczuła, że twarz ściąga jej się od nagłej emocji ... Powstrzymała łzy, które chciały napłynąć jej do oczu i zmusiła się do śmiechu. Dźwięk, który się z niej dobył, bardziej przypominał zdławione szczekanie niż cokolwiek innego i potężnie wstrząsnął jej ciałem. ,, Jak ... ? Jak udało mi się przeżyć, skoro śmierć wydawała się pewna ... ? '' Znowu zamknęła oczy i przeciągle wypuściła powietrze. Jej mięsnie odprężyły się. Bezpieczna... Była bezpieczna ... Światło wokół pojaśniało i Rosalie zauważyła drobne latarenki pozawieszone to tu to tam . W oddali widziała wodospad, szum jego uspokoił ją trochę. Księżyc znowu schował się za rondem jego kapelusza i światło gwizd osłabło, podczas gdy blask światełek stał się trochę jaśniejszy. Kroko Ichiru nie wydawały żadnego dźwięku. Może umarli, lub półżywi tak mają ... ? Bała się zrobić swojego kroku, ponieważ obawiała się że jej kroków też może nie słychać ... Zaniósł ją do skał obok wodospadu, ale zamiast postawić ją na nogach, ułożył delikatnie na poduszce na długiej wiklinowiej ławie. Gdy się cofnął, Rosalie usiadła, zaniepokojona, że może zostawić ją teraz bez słowa. Zatrzymał się jednak i ukucnął przy niej.
- Rosalie - zaczął. - Nie ma nic z wyjątkiem cierpienia i żalu, gdy myślimy o rzeczach i ludziach, któtych nie możemy mieć, o możliwościach, których nigdy nie zyskamy. Nie zgadzasz się ze mną? 
Zmarszczyła brwi, niepewna, skąd się wzięło to pytanie, a tym bardziej jak na nie odpowiedzieć. 
- Ale tęsknota za tymi, których kiedyś kochaliśmy i mieliśmy przy sobie, lecz nigdy więcej ich nie przytulimy - ciągnął Ichiru - to zupełnie nieznośna udręka. To najgorszy możliwy ból. Wystarczy, by przestać być sobą ...
- Czemu mi to mówisz? - spytała cicho - Czy jednak umarłam ... ?
Zachichotał i dziewczyna zdała sobie sprawę że pierwszy raz slyszy taki śmiech. Był to cichy, skrzekliwy dźwięk, niczym otwieranie zardzewiałej furtki. Powoli się podniósł, kolejny raz omiatając ją wonią sfermentowanych róż. Przeszedł na drugą stronę ławy, gdzie przystanął plecami do niej. Podniósł rękę i oparł na jednym z kamieni, a woda omiatała ją niczym lekki szalik na wietrze. Powiał wiatr i jego płaszcz zaszeleścił.. Rosalie odwróciła głowę, w tym samym czasie zrobił to Ichiru . Ich spojrzenia się spotkały.
- Czekaliśmy bardzo długo na ciebie, Rosalie ... - odrzekł i akurat wtedy dziewczyna zorientowała się że na łatwie, na której leżała, był wyryty napis ,, Rosalie '', tak jak ,, Ichiru '' na jego zegarku ... 

W tym czasie w świecie rzeczywistym...

Stał na najdalszym skraju urwiska w butach uwalanych popiołem. Czarne skały sterczały niczym szpony ponad zdrętwiałymi wodami poniżej, wskazując odległy horyzont. Wielkie, nieruchome morze, białe jak płótno i zastygłe jak śmierć, rozciągało się przed nim szeroko i daleko. W oddali napotykało cienką, czarną linię, która oddziela je odm rozdartego fioletowego nieba... Za jego plecami wznosiły się przypominające szkielet ruiny wspaniałego niegdyś pałacu, sypiącej się teraz budowli, złożonej z zapomnianych słów i od dawna uśpionycyh myśli ... Devil zamknął oczy, pozwalając, by martwa pustka wokół przeniknęła jego umysł i wyciszyła rytm ciała, aż nie zdawał już sobie sprawy z niczego oprócz szumu statycznej energii, tej jednostajnej wibracji, która stała się dla niego równie znajoma jak oddychanie... Skupił uwagę na chłodnym, miękkim dotyku czarnej jedwabnej szarfy, zawiniętej na jednej ręce, którą zaciskał w pięść..
- To dlatego co noc wracasz w to miejsce?
Na dźwięk głosu, melodyjnego i głębokiego, Devil otworzył oczy, lecz się nie odwrócił. Gdyby spojrzał, dałby się uwięzić, pochwycony przez tę alabastrową twarz jak u serafina, okoloną nieskończonymi falami czerni. Spojrzenie utkwił w horyzoncie. Zachował milczenie, podczas gdy powiew odgarnął mu wlosy z oczu. Wiatr muskał zimnymi palcami skórę na jego nagich ramionach. 
- Nie zapominaj, że to ona cię tu zostawiła ! 
Daleko w dole śnieżnobiałe wody zaczęły się burzyć. Morze zakotłowało się i niestrudzone fale uderzały w skalny klif, jakby chciały sprawdzić jego wytzrymałość... Po lewej wezbrała biel, podobna do pajęczej sieci, gdy kobieta podfrunęła, by stanąć przy nim. Wiatr przybrał na sile, rozwiewając jej włosy. Szum morza pod nimi przeszedł z szeptu w ryk. Fale z łoskotem rzucały się na ostre skały, jakby próbowały popełnic samobójstwo. Wicher wył wokół nich, podrywając jej welon z szala do szaleńczego tańca. Jedwabna szarfa furkotała i marszczyła się . Devil ścisnął ją mocniej ... To ostatnia rzecz, która pozostała mu po Rosalie ...
- Stoisz tu tak długo, taki samotny ... Nie jest ci zimno? - usłyszał pytanie
Patrzył przed siebie i nawet nie mrugnął, gdy nóż błękitnej błyskawicy rozpłatał niebo.
- Nie - odparł
- Oj napewno tak, chodź tu ... - powiedziała podchodząc bliżej, już prawie go przytulając
- Odejdź stąd , Rima ! - krzyknął ktoś z tyłu. Devil odwrócił się na dźwięk nowego głosu, ujrzał Shizune. Kobieta o twarzy serafina zamieniła się w mgłę, po czym odpłynęła w fioletowe niebo. 
- Shizune... - powiedział cicho patrząc w czarną szarfę.
- Kaoru ... - odpowiedziała patrząc na jego smutną twarz
- Czemu ona mnie ściga ... ? - zapytał odwracając wzrok na bok
- Ponieważ - odparła - Ona o tobie śni ... 

---------------------------------------------------------------------------------

Uhhm ! W końcu rozdział gotowy, ile zeszło wymyślenie czegoś, matko x.x . Ale osobiście jestem dumna,, ponieważ, wyszło mi całkiem nieźle chyba ^^ . Dziękuję swojej najlepszej koleżance Pati za motywację ( Moja Ty : O < 3 ) : 3. Dziękuję też Shezowi, którgo pozdrawiam baaardzo < 3 : 3 . Po za tym, jeszcze Maćka i Izkę, uhuh ;3 . I kto tam jeszcze jest , Damieeen, wracaj do zdrówka : 3 , będzie Ci potrzebne jak Cię spotkam x3 ;P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz