sobota, 29 września 2012

Z dedykacją < 33

Rozdział 16 czyli 
I choć czasem mówię 'idź do diabła' wiedz,
 że po chwili dodam 'i zabierz mnie ze sobą'.? 


- Bądź. - powiedziała Rosalie do siedzącego obok Domina.
- Po co? - zapytał jakby zaskoczony 
- Bo życie mnie przeraża. Bo boje się samotności. Bo... Gdy jesteś wszystko inne zostaje gdzieś daleko... Bo czuję się spokojniejsza i bardziej pewna jutra... Bo Twój uśmiech sprawia, że moje myśli są spokojniejsze, bardziej rzeczywiste i poukładane...
- Kicia... Przecież wiesz, że zawsze będę... Kocham Cię - pocałował ją, a ona wtuliła się w niego. Domin bawił się kosmykiem jej brązowych włosów, gdy ona się znowu odezwała
- Czy mówiłam Ci już, że Cię kocham ? 
- Nie...
- Kocham Cię...
- Nadal ?
- Zawsze ... - teraz to ona go pocałowała na co weszła Patrishia
- A wy ciągle jedno i to samo. Że wam się nie nudzi to całowanie się w kółko. Jedno i to samo - zaczęła rządzić od wejścia . Nawet się nie przywitała .
- Fajnie że się przywitałaś chociaż z nami - powiedział Domin rzucając jej spojrzenie. 
- A co ? Masz mi to za złe ? - warknęła 
- Patrishia, weź się ogarnij kurde i przestań mi tu stroić takie rzeczy ! Boże ! Dziewczyno kurfa ! Jak Ci się coś tu nie podoba to już twój problem i nie musisz w taki sposób się wyrażać na ten temat . Jak dalej masz tak się zachowywać, to najlepiej w ogóle tu nie przychodź i nie odzywaj się ! - Rosalie wybuchła . Była zdenerwowana . Patrishia już tak zachowywała się od dwóch tygodni i nikt nie wiedział kto lub co jest tego przyczyną
- Dobra, już idę - dziewczyna podniosła ręce do góry - skoro mnie tu nie chcecie to proszę bardzo ! - wstała i wyszła trzaskając przy tym drzwiami. Wampirzyca nadal zdenerwowana usiadła na kanapie na przeciwko Domina . Ten widząc całą sytuację, powoli podniósł się z miejsca i niepewnie usiadł obok dziewczyny przytulając ją
- Nie przejmuj się nią ... Ona już tak ma ..- chciał ją pocieszyć. Nawet mu się tu udało
- Może i masz rację - odparła a Domin popatrzył jej głęboko w oczy . Uśmiechnęła się
- Mam skłonności do długotrwałego uśmiechu przy tobie, wiesz ?
- Naprawdę ? - podniósł jedną brew do góry po czym oboje się zaśmiali. 
Nastała cisza . Długa i dość bolesna dla obojga zakochanych ...
- Jak morderczyni doskonała swym milczeniem skręcasz mi kark ... - przerwał ją chłopak
- Przepraszam... Po prostu nie wiem co powiedzieć - zawstydziła się dziewczyna a przez jej zwykle złote oczy przedzierał się czarny kolor.
- W naszym życiu, znaczy na naszych ścieżkach ... No wiesz ... Za dużo jest ludzi zachowujących się praktycznie codziennie tak samo ... Za dużo ludzi czekających ciągle na cud... Weźmy oboje zmieńmy swoje życie , razem je spędźmy . Ale inaczej. Róbmy coś szalonego... Zamieńmy szarą rzeczywistość w bajkę. Naszą własną bajkę ... - zarumienił się Domin
- Misiu ... Czego byśmy nie robili, sedno tkwi w każdej z chwil ... Każda chwila różni się od poprzedniej ... A wiesz czemu ? Bo mamy siebie . I to wystarcza żeby odmienić szarą rzeczywistość w bajkę... Na przykład mnie wystarcza tylko to, że jesteś obok ....
- Mi też to wystarcza ... Ale ..
- Jakie ale !? Czy nasze życie nie jest dość zwariowane ? Dwa światy ... Ty jesteś demonem, ja wampirzycą... Twój ojciec chce mnie zabić, nagle jakaś dziewczyna która też chce to zrobić okazuje się jego córką . Nie wiem nawet co jeszcze ... - powiedziała Rosalie z chichotem
- No niby racja - zaśmiał się - No ale przecież nikt nam nie obiecywał, że życie będzie łatwe i nasz związek też ...  
- Ja przetrwam wszystko... Ważne że będziesz obok - pocałowała go . Oboje położyli się na łóżku i zasnęli.

( * )

Gdy Domin się obudził zauważył że Rosalie wpatruje się w niego .
- Czy ze mną jest coś nie tego, że tak się patrzysz na mnie ? - zaśmiali się 
- Coś wyjątkowego ...
- A co ? 
- Nie wiem, ale chcę to sprawdzać do końca życia ...
- Urocza jesteś ... Ja chcę być z tobą do końca i cieszyć się że mam tak wspaniałą dziewczynę - powiedział i pogłaskał ją po włosach.
- Zatańczmy jak owady w zakurzonej żarówce, najlepiej na obcasach i po dużej wódce - zaśmiała się i przytuliła się do niego . Nagle wstał i popatrzył na nią znacząco - O co ci chodzi ? - zapytała zdziwiona
- Chodź tańczyć - zaśmiał się Domin
- Człowieku, chyba oszalałeś ! - zachichotała 
- No chodź - wziął ją delikatnie za dłoń i pomógł wstać. Złapał ją w talii i po chwili wirowali po pokoju . Oboje się śmiali. Nie męczyli się przy tym ani trochę . Patrzyli w swoje oczy i śmiali się 
- Moje serce oszalało na Twoim punkcie - zachichotała nadal patrząc w jego cudownie bajeczne niebieskie oczy
- A ja jestem uzależniony od Ciebie - pocałował ją i tańczyli dalej . Czas stał w miejscu . Wyglądali jak obraz, ruszający się obraz. Wszystko zastygło w bezruchu . Tylko oni poruszający się z gracją byli widoczni jako jedyny obiekt poruszający się. 
- Bądź fabryką moich słodkich marzeń - powiedziała 
- Nie mogę . Bo nie jestem marzeniem . Tylko osoba która Cię kocha , tak bardzo mocno ... Będziesz każdym latem i burzą mojego świata . Słodka jak miód i nie tylko ... 
- Uroczy jesteś 
- Tak jak ty kicia - zaśmiali się . Na dworze już się ściemniało, kiedy oni usiedli, opierając się o łózko Rosalie.
- Pocałunki są mową miłości, więc pozwolisz że się wypowiem - zaśmiał się Domin i zaczął całować zaskoczoną dziewczynę. Siedzieli tak może minute, godzinę, nie wiem . Nagle chłopak uklęknął przed nią i powiedział 
- I ślubuję Ci uśmiech przy porannej kawie, czy kakao, parasol w deszczu i stokrotki na wiosnę, tylko zgódź się być moją dziewczyną ...
- A nie jestem nią ? - zapytała zaskoczona
- Jeszcze nie ... 
- No to będę - pocałowała go i wtuliła się w niego.
- Teraz wiem, że nie muszę już szukać raju... Wystarczy mi twoja obecność . 
- A ja wymarzyłam sobie ciebie ... I jesteś - pocałowali się, zaśmiali i tak siedzieli 
- Mam serce wypełnione Tobą po brzegi, bo wiem, że zawsze będzie jasno, dopóki będziesz moim słońcem... - popatrzył w jej oczy. Znowu były złote . Ucieszył się . 
- Nasze serca, splatane nitką miłości - splątali swoje palce i tak patrzyli sobie w oczy . Cieszyli się swoim szczęściem, tym że są razem . Że mają siebie ...
- Chodź, zabiorę cie na spacer. To nic , że już 5 rano. Chodźmy - zachichotał 
- Już 5 rano ? - zapytała . Była zdziwiona - Ale ten czas mi przy Tobie szybko leci . 
- Haha -zachichotał - to co ? Idziemy ? - zapytał wyciągając dłoń do niej . Chwyciła się niej i poszli . Powietrze było świeże i ostre w zapachu . Wszystko pokrywała rosa, a jak na letni poranek było dość chłodno. Przechadzali się krętymi alejkami parkowymi, ganiali wokół fontanny, skakali po ławkach, trzymali się za ręce, przechodzili na czerwonych świetle, wyklinali wszystko, co się dało, śpiewali na cały głos, zachowywali jak male dzieci, ale śmiali się przy tym . Cieszyli się że robią to wspólnie . W końcu udali się z powrotem do domu Rosalie. Domin wziął ją na ręce . Była lekka, jakby nic nie ważyła . Niósł ją tak przez całe miasto, aż do pokoju, gdzie położył ją na łóżko, a sam zrobił to samo. Przykrył oboje kołdrą i kocem, a Rosalie wtuliła się w jego pierś
- Kocham kolor czarny, kocham kiwi i truskawki, kocham czekoladę, ale najbardziej kocham ciebie - wyszeptała mu do ucha i zasnęła .
- Potrzebuję cię, jak rośliny potrzebują słońca, jak dziecko potrzebuje miłości, jak ludzie potrzebują tlenu... - powiedział, pocałował ją w policzek i też zasnął. 

( * )

- Dzień dobry Kiciu - powiedział Domin, widząc że Rosalie się obudziła, lecz w jego głosie było słuchać smutek 
- Cześć Misiu - pocałowała go - Czemu jesteś smutny ? 
- Muszę dzisiaj wyjechać z Jasła do Wrocławia . Mam sprawę do załatwienia . Wrócę dopiero pojutrze
- A czemu musisz wyjechać ? Co to za sprawa ?
- Rodzinna ... Marcin mnie potrzebuję żebym zajął się jego dziećmi, jak on z Kornelią gdzieś tam wyjedzie a nie chce mu się szukać niańki... 
- Czyli nie będziesz mógł nawet wpaść na noc ? - zapytała smutna dziewczyna
- Niestety nie - rozpłakał się . 
- Nie płacz, będzie dobrze. Damy radę - pocałowała go. Przytulił ją i jedną ręką bawił sie przez chwilę kosmykiem jej włosów . 
- Będę tęsknić 
- Też będę ... I to bardzo ...
- Przepraszam ... Muszę już iść - pocałował ją po raz ostatni i zniknął . Rosalie wstała i podeszła do biurka. Odsunęła szufladę i wyjęła telefon i stare słuchawki. Zasłoniła okno firanką, tak że mimo jasnej pogody, w pokoju było ciemno jak w nocy , usiadła pod oknem, włożyła słuchawki, i do jej uszu doleciała melodia piosenek Hifi Banda - Mieli być tu , Linkin Park, PIH - Zgniłych Sumień Cmentarz i tak w kółko ... Z jej ciemnych oczu poleciały łzy . Mimo, że minęła tylko chwila od ich pożegnania, ona już za nim tęskniła ... Za jego słowami, czynami... Za wszystkim ... 
W końcu wstała, ubrała stare trampki, czarne jeansy, czarną bluzę, włosy upięła w koński ogon, nagrała się na telefonie Domina, a swój wsadziła do kieszonki. Razem ze słuchawkami w uszach, wybiegła z domu. Biegła swoim wampirzym tempem. Biegła jak najdalej od miasta... W stronę gór, gdzie zapuszcza się tylko i wyłącznie w sezonie polowań. Była głodna ... Biegła na polowanie... 
- Realnie, nierealna... - wykrzyczała, gdy opuszczała granice miasta . Parę sekund i już jej nie było, a przechodnie zastanawiali się, co to było i skąd dochodziło ...

Tymczasem u Domina. 


W końcu po wszystkich obowiązkach mógł usiąść sobie spokojnie . Nagle przypomniał sobie że ma wyłączony telefon. Szybko wyjął go z bluzy wiszącej na oparciu fotela i włączył urządzenie. Na ekranie od razu pojawiła mu się wiadomość głosowa od Rosalie . 
" Wybiegłam na polowanie . Nie martw się o mnie . Wrócę, za nim będziesz z powrotem u mnie . Kocham Cię Misiaczku " - usłyszał wiadomość, którą nagrała dziewczyna. Chłopak zatracił się w jej słodkim głosie i nie skupił na treści. Dopiero za drugim razem zwrócił uwagę na słowa. Mimo, prośby ukochanej, Domin martwił się o nią ? A co jeśli coś się jej stanie ? Spadnie z gór , czy z jakiegoś pola ? To przygnębiło chłopaka. Ciągle o tym myślał . 
- Mały Książę, który tęskni do swej Róży - powiedział sam do siebie, po czym rzucił się na łóżko i zasnął . 

-----------------------------------------------------------------------------------------------

PRZEPRASZAM, ŻE TAKI KRÓTKI, ALE NIE MIAŁAM POMYSŁÓW TROSZKĘ, HEH. a DAWNO NIC NIE GOŚCIŁO NA BLOOGU . CHCIAŁABYM ZŁOŻYĆ WSZYSTKIM CHŁOPAKOM WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI ICH ŚWIĘTA ! :D SZCZEGÓLNIE MAM ZASZCZYT WYMIENIĆ TUTAJ 
- DOMINIKA < 333
- SHEAMUSA < 3
- KANE < 3
I WSZYSTKICH INNYCH TAKŻE ! 
POZDRO DLA WSZYSTKICH CZYTAJĄCYCH, PODSUWAJCIE MI POMYSŁY NA JAKIEŚ WYDARZENIA, BO MI SIĘ KOŃCZĄ ^^ 
SAYONARAAAAA ;D < 333 ;* 

niedziela, 16 września 2012

To juz 15 rozdział ! ^^

Tak tak, to już 15 rozdział przygód zwariowanej Rosalie i jej chłopaka Domina wraz z przyjaciółmi. Mam nadzieję, że podoba się wam to opowiadanie.
Chcę Wam wynagrodzić to, że teraz może nie będę dodawać rozdziałów w tygodniu, bo mam dużo nauki, więc dzisiaj dodam jeden baaardzo długi rozdział, który Was pocieszy ! :D
Znów pozdrówka dla :
- Sheza < 3
- Kane < 3
- Patki < 3
To dzięki Wam nadal pisze , dziękuję ;*** :)
Miłego czytania !


Jestem zwariowana czekaniem na Ciebie...

 

 

- Devil... - zaczęła niepewnie Rosalie wpatrując się w chłopaka w brązowej bluzce z nazwą jakiegoś zespołu
- Mów mi Domin - uśmiechnął się ciepło do towarzyszki
- Napewno ? - dotknęła jego ramienia. Jak zwykle przeszył go przyjemny chłód jej dłoni
- Tak. Zdecydowanie tak ... Bo to moje prawdziwe imię - złapał ja za rękę i cieszył jej chłodnym dotykiem - Rosalie, ja przepraszam za tamtą akcję. Po prostu chciałem wiedzieć, czy za moimi plecami no... Nie śmiejesz się ze mnie, czy coś... Bałem się, że tak naprawdę mnie nie kochasz i że bawisz się mną... Przepraszam. Wiem, że nie zasługuję na wybaczenie. Jeśli tylko chcesz to odejdź, zrozumiem...
- Tylko że ... Jest powód dla którego nie potrafię zrezygnować z ciebie...
- Jaki ? - zapytal zaskoczony
- Zakochałam się w tobie... I to już tak raz na zawsze - mówiła swoim aksamitnym głosem, a złotymi oczami patrzyła w jego niebieskie
- Jesteś moją pierwszą myślą rano i ostatnią kiedy zasypiam... Też cię kocham Rosalie... Chciałbym z toba być już na zawsze...
- A nie przeszkadza ci to, kim jestem ? Jestem potworem... Nienawidze siebie.
- Nie mów tak ! Nie jesteś potworem. Podobasz mi się taka, jaka jesteś rozpłakał się
- Czemu płaczesz ? - zapytała z troską w głosie
- Bo... Jak pomyśle, że to co razem przeżyliśmy może się skończyć to... Po prostu nie daje rady...
- Ale to nie musi się kończyć - powiedziała i pocałowała go w policzek po czym, zanim to zauważył stała w kącie patrząc na niego.
- Jesteś teraz moim życiem. Nie zniósłbym tego, gdybyś odeszła - mówił powoli zbliżając się w stronę dziewczyny
- Czy mogę wierzyć w magię twojego spojrzenia ? - zapytała niepewnie
- To moje spojrzenie jest aż tak magiczne ?
- Nawet nie wiesz jak bardzo - zachichotała
- Obiecuję, nie zawiodę cię już, tylko proszę. Daj mi ostatnią szansę - powiedział klękając przed nią
- Domin... Proszę, wstań...
- Nie. Dopóki nie powiesz tak lub nie to nie wstanę.
- No ale ja nie wiem czy mogę ci zaufać ...
- Czego się boisz ? Że zgwałcę cię pod różową parasolką !? - zapytał niby to ze śmiechem w głosie, niby ze sarkazmem
- Ym ... - powiedziała zakłopotana dziewczyna
- Lepiej nie odpowiadaj - oboje się zaśmiali.
(*) W tym samym momencie gdzieś daleko w zaświatach (*)
Na ogromnym, czarno-czerwonym krześle siedział mężczyzna, o kruczo-czarnych włosach, na pierwszy rzuy oka twarzy i uśmiechem na ustach. Ubrany był w czerwony garnitur, a kolor skóry jak sok z wiśni. Jego śmiech odbijał się od wszystkich ścian w pustej sali
- Z czego tak się śmiejesz panie ? - zapytał człowiek o potężnych umięśnionych barach, który siedział obok
- Haroldzie... Powiadom służbę, że dzisiaj mnie nie będzie . Postanowiłem złożyć komuś wizytę, lecz przed tym muszę odwiedzić kogoś - wtał, poprawił pelerynę na plecach i wyszedł dumnym krokiem z sali. Udał się na samą górę swojej rezydencji i skręcił holem w prawo. Otworzył drugie drzwi od schodów i wszedł do środka. Pokój był ogromny, urządzony na czarno-różowo z lekkimi dodatkami innych kolorów. Na olbrzymim łóżku, leżała blada dziewczyna. Można by było powiedzieć że trup.
- Konjudello, mogła byś zostawić nas samych ? - zapytał pielęgniarki siedzącej obok już wspmnianego łóżka. Kobieta kiwnęła głową i na rozkazopuściła pomieszczenie
- Tato... Przepraszam... Starałam się... - wychrypiała dziewczyna patrząc na ojca
- Już dobrze Assayko... Nic się nie stało - pogłaskał corkę, na co ta uśmiechnęła się słabo - jak się czujesz skarbie ?
- Już lepiej, dziękuję.
- To dobrze - uśmiechnął się - przyjdę tutaj wieczorkiem i zagramy w jakąś grę, jak będziesz na siłach, dobrze ?
- Zgoda - zachichotała lekko. Assay mimo że miała już trochę lat, poczuła się znowu jak mała dziewczynka, jak to za dawnych czasów grała z ojcem w gry planszowe i nic ją nie obchodziło. Zaren popatrzył na nią ciepło i zniknął.
(*) Znów u Domina w domu :D (*)
Rosalie i Domin patrzyli na siebie, lecz nagle usłyszeli za sobą wielki huk. Odwrócili się i ujrzeli Zarena o gniewnej minie
- Rosalie ! Zapłacisz za to, co zrobiłaś Assay !
- Ojcze ! - wtrącił się Devil - Nie pozwlę ci jej zkrzywdzić !
- Ty nie masz nic do gadania
- Tak !? Ja nie mam nic ?! To czemu ukrywałeś przede mną że assay to moja córka !? - krzyknął zezłoszczony
- Z kąd to wiesz - warknął
- Nie twój zakichany interes - rzucił się na ojca, lecz ten odrzucił go jedną ręką
- Nie pozwole mu zrobić krzywdy ! - zanim Zaren się zorientował, Rosalie była juz przy nim - Ale najpierw porozmaiwajmy o tym wypadku
- O jakim wypadku ? - zapytał zaskoczony Zaren
- No porzecież napewno nie od urodzenia masz taki pysk - Jeden kopniak, a Król Ciemności zwijał sie z bólu. Lecz to była tylko chwila, ułamek sekundy i już znów stal na równych nogach.
- Widzę, że mała dziewczynka chce się bić . Skoro tak śpieszno ci do utraty życia, to spotkajmy się dzisiaj o 19 na polance. Zobaczymy czy przyjdziesz , haha - zaśmiał się i zninął w kłębie szarego połyskującego dymu.
Rosalie usiadła pod ścianą i schowała głowę w kolanach. Domin usiadł koło niej i po chwili spytał
- Mogę cię przytulić ?
- A czy gdy chcesz zjeść obiad pytasz się widelca czy możesz na niego nabić kawałek ziemniaka ? - powiedziała i poczuła jak chłopak tuli się do niej. Oparła głowę na jego ramieniu - Czemu życie jest takie trudne ?
- Życie nie zawsze jest łatwe moja droga. Tak to już bywa. Jedni są uczciwi, a drudzy zamiatają problemu pod dywan. Ale obiecuję, że zrobię dla ciebie wszystko, żebys była szczęśliwa
- Nie trzeba wszystkiego.
- Tylko co ?
- Wystarczy żebyś mnie kochał.
- Zawsze będę - pocałował ją. Spedzili tak długie chwile. To rozmawiając, to milcząc, ale napewno będąc szczęśliwi, że są razem...
- Rosalie, obudź się, już 19 - usłyszała głos Domina, który lekko potrząsał nią
- Już !? - krzyknęła patrząc na zegarek
- Tak, złqap mnie za rękę, chodź. Szybko - dziewczyna wzięła go za dłoń i pojawili się nagle na polanie. Nikogo nie było
- Czyli się nie spóźniliśmy - powiedział zadowolony Domin
- Nie był bym tego taki pewny - usłyszali za sobą czyjś głos. Niechętnie się odwrócili i zobaczyli Zarena - Rosalie, mam dla ciebie misję. Widzisz tę łąkę kwiatów tam, prawda ? Idź w tamtą stronę. Czeka cię niespodzianka - zaśmiał się swoim gardłowym głosem
- Ale ... Co z Devilem ? Może pójść ze mną ? - zapytała spoglądając na chłopaka który stał obok
- Nie ! Masz iść sama ! - dziewczyna pożegnała się z Dominem. Pocałowała go i oddaliła się w kierunku łąki. Chłopak obserwowałm jak Rosalie idzie przez łąkę pełną kwiatów w stronę drzewa i jeziora, gdzie z pewnością coś się na nią czai.
Głucha cisza zaskoczyła ją. Oprócz szelestu króków wśród stokrotek do jej uszu nie dochodził żaden dźwięk. Powoli, rozglądając się dokoła, aby sprawdzić, czy nic nie skrada się z tyłu, dziewczyna dotarła do bramy z półksiężycem co ją zdziwiło. Była zamknięta, lecz gdy dotknęła jej swoją gładką dłonią, otworzyła się a dziewczyna nagle była ubrana znów w krwisto-złotą szatę a w dłoni trzymała czysty sztylet. Lecz Rosalie nie ośmieliła się wejść do środka, obawiając się, że coś zamknie ją tam, jeżeli ukrywa się gdzieś w dużej komnacie. Pomyślała, że stwor najpewniej ukrył się za drzewem. Wyobraziła sobie, że owinął się wokół gałęzi jak wąż. Ukryty wśród liści, srebnymi oczami śledził każdy jej ruch...
W dziwnej poświacie dąb był tylko cienistą plamą. Dziewczyna nie spuszczała z pnia szeroko otwartych oczu, jakby spodziewała się w ten sposób złapac więcej światła. Nadal jednak nic się nie poruszało
> Kurfa, dziewczyno. Jesteś przecież wampirzycą, dasz radę, nic się nie stanie złego < - pomyślała i szła w stronę drzewa. Stawiała coraz to krótsze kroki, tak mocno skupiła uwagę na drzewie, że nie zauważyła nawet, kiedy weszła do jeziora. Jasne kręgi odbijające się w sztucznym świetle księżyca rozbiegły się po powierzchni wody, która po chwili stała się gładka i ciemna.
Cofnęła się, strzepała krople ze stóp i zaczęła obchodzić jezioro. Dostrzegła szczegóły drzewa, skupienia liści i pojedyncze gałęzie. Były tam tez grupy cieni, których nie potrafiła zidentyfikować. Za każdym razem, kiedy przenosiła wzrok z miejsca na miejsce, wydawało jej się, że widzi w ciemnościach jakiś ruch.
Postanowiła, że oświetli sobie drogę, mimo że oznaczało to zdradzenie własnego położenia. Sięgnęła do tylniej kieszeni jeansów do Kodeksu, potrzebne znaki zaczęły napływać jej do głowy i natychmiast przepadły, gdy z wody tuż obok niej gwałtownie wynurzył się stwór ( według tabliczki na bramie był to Stilken-największy wróg ludzi i wampirów... Jedno ukąszenie i można było zginąć) i zaatakował ją potężnymi haczykowatymi kleszczami. W jakiś niewytłumaczalny sposób sztylet odbił je strumieniem białych iskier i pary. Towarzyszyło temu potężne uderzenie, które niemal wyrwało rękę dziewczyny ze stawu. Cofnęła się z krzykiem, w którym pobrzmiewał tyleż wojenny zapał, co panika i instynktownie przybrała pozycje obronną. Znów posypały się iskry i zasyczała woda, bo Stilken ponowił atak. Rosalie ledwo nadążała odbijać ciosy pazurów, używając sztyletów.
Nieświadomie zaczęła cofać się w stronę drzewa. Zapomniała zaklęć obezwładniających których uczył ją Domin. Nie mogła też nazwiązać kontaktu z Kodeksem. Teraz chodziło tylko o przeżycie, o odpieranie ostrzem sztyletów morderczych ataków szczypców.
Tym razem potwór zamachnął się niżej, w jej nogi, Rosalie odbiła cios i ze zdziwieniem stwierdziła, że jej mięsnie przejęły inicjatywę. Uderzenie skierowała prosto w pierś Stilkena. Sztylety trafiło bestię w brzuch, wysyłając następną porcję iskier, króte wypaliły dziurki w kamizelce dziewczyny.
Ale potwór wcale nie wydawał się ranny, raczej rozwścieczony. Za każdym zamachem potężnych kleszczy odpychał Rosalie o krok do tyłu. Rozpaczliwie zasłaniając się sztyletami, czuła, że każde zablokowane uderzenieprzenika ją aż do szpiku kości.
Cofnęła się jeszcze o krok. Stopa nie natrafiła na właściwy opór i zagłębiła się w ziemię znacznie bardziej niz powinna. Dziura. Straciła równowagę i poleciała na plecy, a ostre pazury potwora ze śistem przecięły powietrze w pobliżu jej gardła. Upadając, miała wrażenie, że czas się zatrzymał. Widziała, jak cios sztyletów idzie w bok, gdy desperacko machając rękami starała się odzyskać równowagę. Stilken zamachnął się zbrojną w pazury łapą. Tym razem prawie na pewno jej dosięgnie.
Rosalie twardo upadła na ziemię, lecz nie czuła bólu. Przewracała się na bok, zauważając że potknęła się o jeden z korzeni, który wymierzył jej cios.
Ziemia, kwiaty, daleki sufit ze światełkami Kodeksu podobnymi do sztucznych gwiazd, znów ziemia, kwiaty, sztuczne niebo. Z każdym obrotem Rosalie spodziewała się ujrzeć srebne wejrzenie Stilkena i poczuć przeszywający ból uderzenia. Lecz nic takiego się nie stało. Śmiertelny cios nie nadszedł. Za szóstym obrotem wstała i rzuciła się do przodu. Od gwałtownego skoku, rozbolały ją mięśnie brzucha.
W dłoni nadal trzymala sztyletu, gdy tymczasem Stilken próbował uwolnić lewy hak zaplątany w korzeniach drzewa. Natychmiast pojęła, że podczas jej upadku potwór nie trafił w nią, tylko w korzeń. Spojrzał na nią błyszczącymi oczami i wydał gardłowy odgłos towarzyszący połykaniu. Jego ciało zaczynało zmieniać kształt, przemieszczając masę ciała ze schwytanej w pułapkę lewej łapy. Stwór zrobił się bardziej przysadzisty, a pod skórą przypominającą ludzką, niczym gąsienicepod liśćmi, prężyły się sploty mięśni, próbujących uwolnić łapę. Potwór napiął się, chcąc wyrwac się z objęć drzewa i znów zaatakować Rosalie.
Wiedziała, że tych kilka sekund stanowi jej szansę. Na ostrzu sztyletów rozbłysły znaki Kodeksu. Sięgnęła do nich, łącząc je z innymi zaczerpniętymi z Kodeksu. Potrzebowała czterech znaków głównych, lecz aby móc z nich skorzystać, musiała najpierw osłonić się mniejszymi.
Broń pomogła jej i wkrótce znaki utworzyły w jej głowie łańcuch, ale zbyt wolno, gdy tymczasem Stilken, wytężając wszystkie siły, stopniowo wyciągnął pazury z korzeni drzewa. Ostatkiem świadomości Rosalie dostrzegła, że sam dąb chce unieruchomić potwora. Słyszała, jak drzewo skrzypi i stęka, za wszelką cenę starając się zasklepic ranę zadaną przez Stilkena i zarazem uwięzić jego pazury. Ostatni znak przypomniała sobie z łatwością. Pozwoliła zaklęciu działać, czując, jak jego moc płynie w jej żyłach i kościach, chroniąc przed działaniem czterech głównych znaków, które musiała wezwać.
Pierwszy z nich zakwitł w jej głowie, gdy Stilken uwolnił wreszcie łapę przy wtórze jęku drzewa i bryzgów białozielonej żywicy. Mimo ochrony, Rosalie nie pozwoliła by główny znak zbyt długo pozostawał w jej umysle. Rzuciła go za pośrednictwem ostrza sztyletów, po których rozlał się jak olej, a potem nagle rozjarzył je złotym płomieniem.
Stilken, szykujący się do skoku, próbował uchylić się, ale było juz za późno. Rosalie zrobiła krok do przodu i sztyletami zadała wspaniały cios z wykroku, przebijając szyję potwora. Rozszalał się złoty ogień, białe iskry wyglądały jak ślad komety i potwór zastygł raptem dwa kroki od dziewczyny, niemal obejmując ją łapami.
Wezwała kolejny znak główny, który natychmiast poszybował wzdłóż ostrzy. Lecz gdy tylko dotknął szyi Stilkena zniknął. Chwilę póxniej skóra potwora zaczęła pękać i łuszczyć się. Następnie opadła na ziemię przy wtórze eksplozji od środka. Nie minęła minuta, gdy Stilken stracił swoją na poły człowiecza postać. Teraz był tylko słupem bezkształtnego światła unieruchomionego sztyletem.
Trzeci znak ześliznął się ze sztyletów i trafił w świetlisty słup. Resztki Stilkena zaczęły się natychmiast , aż wreszcie stał się plamą światła o srednicy cala. Szpic sztyletów opierał się teraz o nią.
Rosalie wyjęła z kieszeni metalową butelkę, położyła ją na ziemi i ostrzem broni wtoczyła lśniącą resztkę potwora do środka. Dopiero wtedy odłożyła sztylety na bok i z całej siły wepchnęła do butelki korek. Chwilę później zapieczętowała ją czwratym znakiem głównym, który owinął się wokół korka błyskiem światła. Przez chwile butelka podskakiwała i kręciła się na jej dłoni, potem znieruchomiała. Rosalie wsunęła ją do kieszeni i ciężko dysząc, usiadła obok sztyletów. To był koniec. Obezwładniła Stilkena. Sama, bez niczyjej pomocy. Skrzywiła twarz w grymasie bólu. W mgnieniu oka dostrzegła błysk światła dochodzący z okolic drzewa. Zebrała się w sobie, chwyciła w dłoń broń, zapomniawszy o zmęczeniu. Podniósłszy sztylety, podeszła bliżej, żeby zbadać sprawę. Skąd by się wziął kolejny Stilken ?. A może w ostatniej chwili udało mu się uciec ?. Sprawdziła starannie zamkniętą butelkę. A może mrugnęła podczas rzucania czwartego znaku ?.
Światełko znów rozbłysło, lekkie i złociste. Zbliżyła się i westchnęła z ulgą. Musiała to być magia Kodeksu , więc jest bezpieczna. Poświata biła z dziury, w którą wcześniej wpadła i przewróciła się. Ostrożnie rozgrzebała ją sztyletami, odsuwając ziemię na bok. Zauważyła, że poświatę rzuca książka, oprawiona w coś, co wyglądało jak włochata skóra. Pomagając sobie bronia wydobyła ją. Widziała, jak drzewo chwyciło Stilkena, więc nie chciała żeby cos podobnego przytrafiło się jej. Wzięła książkę do dłoni i schowała w kieszonce spodni. Wstała i wyszła. Pobiegła swoim wampirzym tempem i za parę sekund trzymała w objęciach Domina.
- To dla ciebie, Zaruś - powiedziała kopiąc go w krocze, a sama zniknęła z chłopakiem trzymając się za ręce .

piątek, 14 września 2012

You were everything, everything that I wanted...



Byłeś wszystkim, wszystkim czego chciałam
...

 


Następny dzień wydawał się zaczynać idealnie. Był piękny, słoneczny dzień. Na niebie nie było ani jedenj chmurki. Zdecydowanie dzisiejsze popołudnie można byłoby wpisać do rekordowych upałów tego lata.
Devil jak to miał w zwyczaju siedział w przytulnym pokoju Rosalie. Nie byli jednak sami. Towarzyszyli im Patrishia i Ralph. Rozmawiali, śmiali się, nagle zapytała

- Jesteście może głodni ?

- Ja nie jestem, ale z chęcią zjadłbym kanapki twojej roboty skarbie - powiedział Devil dając jej buzi w policzek.

- Ej, też byśmy zjedli - zaprotestowała reszta

- Dobrze, dobrze - zaśmiała się. Chłopak zsiadł z jej kolan, a dziewczyna udała sie do kuchni przygotować posiłek.

- Patrishia, mogłabyś ? - zapytał Maciek, upewniwszy się, że jego ukochana faktycznie zeszła na dół i nie jest w stanie nic usłyszeć.

Dziewczyna kiwnęła głową, wymamrotała coś i nagle Devil i Ralph złączyli się w całość ?!

- Dzięki, od razu lepiej. Myslałem, że dłużej tak nie wytzrymam . Nie nawidzę być w podwójnych ciałach ... - mruknął Devil

- Kiedy jej powiesz ?

- Coś ty ! Chyba bym był głupi jakbym jej powiedział że ja i Ralph to jedna osoba , tak jak Miley i Hannah Montana - na to weszła Rosalie upuszczając tacke z talerzem z pysznie wyglądającymi kanapkami i sokiem jabłkowym oraz szklankami. Wszystko to runęło na ziemię, odbijając się od brązowych paneli błyszczących przez światło słońca, wpadającego przez duże okno lekko przysłonięte brazową krótką firanką.

- Że co ?! - krzyknęła - Jak mogłeś ?! - rozpłakała się i wybiegła z pomieszczenia przez korytarz. Zbiegla szybko krętymi schodami, po czym wypadła na pole biegnąc przed siebie.

- I co teraz panie nie powiem jej ?! - Patrishia była zdenerwowana. Wiedziała, do czego jest zdolna jej koleżanka w takim stanie. Mogła nawet wskoczyć pod pierwsze lepsze nadjeżdżające auto.

- Ja ... Nie wiem ... Może sama wróci do domu ... ? - zająkał się chłopak

- A jesli nie będzie jej do wieczora, to co ?! Zgłosimy na policję sprawę tematu "Dziewczyna zagubiła się, po tym gdy wybiegła z domu gdyż dowiedziała się że jej chłopak to jedna druga innej osoby " ?!

- No ... Nie ... Poszukamy jej ...

- Dobra, ale jak tylko nie wróci, to idziemy jej szukać - krzyknęła zrozpaczona Patrishia

- Zgoda - zgodził się i usiadł koło dziewczyny.

W tym samym czasie Rosalie wbiegła w jakiś zaułek. Jedna mysl i znikła . Znalazła się w mieszkaniu Ralpha-Devila ... Gdzieś, gdzie spędziła dużo czasu... Udała się do łazienki. Znalazła tabletki usypiające, od razu zażyła, popijając wodą z kranu. Popatrzyła na swoje odbicie w lustrze. Widziała dziewczynę . Młodą dziewczynę, z brązowymi włosami i niebieskimi oczami, z bladą cerą i ustami podchodzącymi w siny odcień. Na jej twarzy malowała się niepewność, ale też zmęczenie, bezsilność i wiele innych emocji. Po jej policzkach płynęły łzy. Przeźroczyste jak woda, lecz każda uroniona, bolała co raz bardziej. Rosalie odwróciła wzrok i wyszła z toalety. Udała się do sypialni. Na biurku stało jego zdjęcie.

-
Jesteś bezkonkurencyjnym mistrzem w manipulowaniu moim samopoczuciem - powiedziała sama do siebie, po czym uśmiechnęła się gorzko, ujrzawszy swoje zdjęcie. Wzięła te oba znaleziska do ręki drżącym ruchem. Usiadła na łóżku, wpatrując się w nie. Nawet nie wie kiedy, jej oczy zamknęły się i zmorzył ją głeboki sen . W śnie znalazła się na polanie. Było jasno, ciepło, lecz wiał lekki wiaterek, który plątał długie włosy dziewczyny. Miała na sobie krwisto-czerwoną szatę i wysokie glany tego samego koloru. W dłoni trzymała sztylety. Nic nie rozumiała, aż do momentu kiedy przed nią pojawiła się Assay...

- No witaj Rosalie - uśmiechnęła się łobuzersko oblizując wargi

- Cześć Assay - zadrżała wymawiając to imię

Patrzyły tak na siebie przez dobrą chwilę. W końcu jedna powiedziała

- Boisz się zapytać, czego chcę od ciebie ? - zaśmiała się

- Nie. Boję się odpowiedzi - powiedziała Rosalie . Wyglądała piekniej niż zwykle. Jej włosy błyszczały, cera była opalona w odcieniu jaśniejszym od brązu . Oczy błyszczały, a usta były czerwone od napływającej do nich krwi.

- Wiesz... Dowiedziałam się że masz treningi . Chciałam sprawdzić jak ci idzie

- Wiesz co ? Skończ pierdolić , bo nie chce mi się udawać, że to mnie interesuje.

- To ma cię interesować ! - krzyknęła wkurzona Assay

-
Jak przeraża Cię moja szczerość to się pierdol i nie wracaj - rzuciła od niechcenia Rosalie

- Ty jesteś jakaś nienormalna, dziecko !

-
Im bardziej jesteśmy nienormalni tym bardziej jesteśmy wartościowi

- Nie bądź taka cięta, bo ci się to nie opłaci

- Bo ? - Rosalie pokiwała głową na boki - To tylko pieprzony sen !

-
Księżniczko, obudź się to pierdolone życie, nie wymarzony sen .. Myślisz, że śnisz, ale tak naprawdę żyjesz. I jesteś tu . To nie jest sen . - zaśmiała się Assay

Rosalie przytkało. Myślała że to tylko sen ...

- Teraz przez ciebie mam hardcorowy rozpierdol w mojej psychice...

- I dobrze ci tak

- Naiwna suka - warknęła i rzuciła się na Assay. Ona kompletnie się tego nie spodziewała. Nie wiedziała, że w jej przeciwniczce było tyle agresji. Rosalie, jako wampirzyca poruszała się z prędkością światła nie tracąc przy tym na wdzięku. Z łatwością odpychała ataki dziewczyny i zadawała swoje nie męcząc się przy tym. W końcu zadała ostateczny cios. Wbiła jej swój sztylet.

- R
odzice pewnie chcieli dać Ci na imię 'szmata' tylko ksiądz nie pozwolił. Zgadłam ? - wycharczała Assay trzymając się za miejsce w którym nadaj był wbity sztylet. Spływała po nim krew. Ale to nie była zwykła krew... Tylko biała. Jedynie potomstwo Króla Ciemności (Zarena) ma ją...

> To niemożliwe ! < - pomyślała Rosalie

- E
mocjonalny rozpierdol w głowie, nieprawdaż ? - powiedziała dziewczyna, po czym dała kopa z glana prosto w przeciwniczkę. Wyjęła jej sztylet, podczas gdy ona traciła przytomność. W dłoni na powrót trzymała swoją broń, tylko że teraz, jej ostrze lśniło białą mazią ... Patrzyła na Assay, po czym odeszła w las. Momentalnie się obudziła. Zorientowała się, że nie jest sama. W tym samym pokoju był jeszcze Ralph-Devil-Domin oraz Patrishia. Na jej policzkach dalej było widać łzy, a sama była ubrana w wojownicze wdzianko. Lecz po chwili znowu miała na sobie zwyczajne ciuchy...

- Co się stało ?! - krzyknęli oboje, gdy Rosalie doszła do siebie.

- Biłam się z Assay - wymamrotała, jakby to nie było nic ważnego

- Co ?!

- To ... Devil... Assay to córka Zarena... - powiedziała odwracając wzrok.

Chłopaka zatkało, dziewczynę również.

- Jak to ? Czemu tak sądzisz ? - zapytała Patrishia

- Dlatego - wysiliła się i w jej ręce pojawił się sztylet, na którym dalej była biała krew

- To niemożliwe - zaczął płakać Devil

- Nie płacz ... - powiedziała Rosalie i usiadła koło niego. Mimo tego, jak bardzo ją okłamał, pozwoliła mu oprzeć głowę na swoim ramieniu.

- Rosalie ... Teraz Zaren będzie chciał cię zabić, słuchaj ... Ja nie mogę wytrzymać z myślą, że może ci się coś stać - wyjąkał patrząc na nią

- Czekaj... Muszę się ogarnąć... Poukładać ten chwilowy burdel uczuć...

- Mogę coś dla ciebie zrobić ? zapytał

- Powiedz mi, gdzie mogę złożyć reklamację, na moje zjebane życie...



-----------------------------------------------------------------

Mam nadzieję, że rozdział się podobał. Troszkę krótki, ale zawsze coś :) Następny dodam prawdopodobnie jutro jak znajdę czas , a jeśli nie to taki dłuższy na następnym weekendzie :) ;*
Pozdrowienia dla paczki :
- Patka < 33
- Shez < 33
- Kane < 33
- Mw < 33
- Dd < 3333
I oczywiście dla innych czytających ! :D



niedziela, 9 września 2012

Drugi rozdział ?! oO

Tak to mozliwe ! Będzie dzisiaj dodany drugi rozdział !


Inni lubią rap, drudzy heavy metal, a ja lubię Ciebie :)

Patrishia wchodziła do pokoju, gdy Rosalie pokazywała kim jest... Stanęła przed Devilem i wyszczerzyła się w uśmiechu. Jego oczom ukazały się kły... Dziewczyna wycofała się, bedąc pod zdziwieniem, upuszczając kolejny kubełek z popcornem porzy okazji. Chłopaka zatkało.

- Na dworze +20 a Ty masz dalej w sercu lód, chłopaku... - zachichotała, okrążając go wokół . W końcu ponownie stanęła przed nim czekając na jego reakcję.

- Ja ... Ty ... - Devil sie zająkał.

- Widzisz ? Nie zawsze wszystko wydaje się takie, jakie jest na pozór. Nie każdy jest idealny, a napewno nie ja - zasmiała się.

- Nie, nic już nie musi być idealne. A niebo niech wreszcie smakuje kawą z dużą ilością karmelu - powiedział Devil tępo wpatrując się w stolik obok dziewczyny.

- Wiesz co ? Pociągnijmy za spust. Zastrzelmy miłość, która już wygasa między nami...

- Czemu sądzisz, ze wygasa ? - zapytał patrząc jej prosto w oczy

- Słuchaj, ja nie chcę się wiązać z chłopakiem... Po prostu nie chce nastawiać go na niebezpieczeństwo... Wiesz jak trudno mi było, gdy byłam z tobą ? Bałam się, że chcąc cię pogłaskać, mogę ci zrobić krzywdę... I to wielką...

- Ale ja się nie boję, kocham cię ... - chciał ją pocałować, ale powstrzymał się połowie drogi.

- Fakt,często nie pokazuję Ci tego co naprawdę czuję i myślę, bo cholernie boję się,że znowu spowoduje to jakieś spięcia między nami. Mimo to wiedz, że nigdy nikogo nie pragnęłam tak jak tego, by byc z tobą... - zarumieniła się i odwróciła wzrok

- Też chcę być z tobą, tylko że ty chyba juz sobie poszukalaś innego...

- Domin to tylko kolega ... Po za tym ma kogoś innego na oku...

Devil popatrzył na nią pytającym wzrokiem...

- Patrishie... - oboje zachichotali

- Rosalie, mam pytanie... - zaczął nieśmiało

- Tak ?

- Moge prosić o druga szansę ?

- Oczywiście, że tak...

- Miłość nie wymaga słów, tylko czynów... - powiedział i pocałował ją. Na to weszła Patrishia upuszczając znowu kubełek z popcornem

- No ludzie ! Dajcie mi w końcu zjeść ten popcorn ! - krzyknęła po czym znowu poszła zrobić sobie popcorn ( XD )

- I nawet nie wiesz ile dla mnie znaczysz - wyszeptał jej do ucha. Jej zimna dłoń chłodziła jego gorace ramię, mimo tego że miał na sobie ciepłą bluzę, czuł rozchodzący się , przyjazny chłód. Aż zadrżał.

- Przepraszam- chciała wziąść dłoń, lecz Devil ją powstrzymał.

- Tylko ty jesteś moja tylko ty jesteś tym skarbem -

Tak to się nie da.

- Jak to się nie da, wszystko się da! Prawdopodobnie jedynie parasola w dupie nie idzie otworzyć - oboje się zaśmiali.

- Gdyby Twoja krew, byłaby atramentem, to każda książka była by słodka - pocałowała go.

- Aż tak bym smakował ? - zapytał Devil.

- Mhm ... - zaczęła się do niego tulić

- Mrrr... - zamruczał jej do ucha. Patrishia weszła d salonu i zaczęła się śmiać. Zobaczyła niecodzienny obrazek. Maciek siedział Rosalie na kolanach i tulił się do niej

- Jak ja za tym tęskniłam - niemal się popłakała. Rosalie w bardzo szybkim tempie odstawiła Devila obok a sama podbiegła do koleżanki zabrała ją na ręce i posadziła koło siebie częstując się popcornem - Co to było ?! What the fuck ?!

Dziewczyna wyszczerzyła się pojkazując swoje uzębienie. W świetle lampki jej kły błyszczały , odbijając jej światło.

- Ty jesteś ...

- Wampirem - zaśmiała się Rose .

- A ja jej chłopakiem - zachichotał Devil.

- No pięknie ! Wampir, demon, do mnie przystawia się teraz anioł . Jeszcze tu ducha brakuje !

- Cos mówiłaś skarbie ? - na jej zrzędzenie pojawił się Raoel . Zaśmiał się.

- Wiesz co ? Moge ci powiedzieć coś ? - zapytała Patrishia

- Tak ?

- Ale nie obrazisz się ?

- Wypierda*** z mojego domu !- krzyknęła .

- Ani mi się śni - zaśmiał się i usiadł na podłodze.

- Rosie, byłabyś tak miła ? - zapytała Patrishia z mina małego szczeniaczka

- Oczywiście - wyszczerzyła się . Raoel na widok kłów przestraszył się ale nie uciekł. Dziewczyna podeszła i zaczęła koło niego krążyć, jak drapieznik. Wzięła go nagle w stalowy uścisk. Raoel zniknął .

- Dziaa - przytuliła się do Rosalie.

- Nie ma za co - uśmiechnęła się. Jej oczy nagle z niebieskich zrobiły sie złote.

- Czemu nie powiedziałaś nam wczesniej, że jesteś wampirem ? - zapytał Maciek

- Nie chciałam ... Myślałam, że jak sie dowiecie, to uciekniecie, bo będziecie się bali... Zreszta sama wiem o tym od niedawna.

Nagle ktoś zapukał do drzwi.

- To Domin - powiedziała Rosalie pewna siebie. Zanim ktos zauważył, była juz przy drzwiach. Wpuściła gościa do środka. Przywitał się ze wszystkimi .

- Rosalie przepraszam, że tak się zachowywałem. Po prostu chciałem zapomniec o kimś innym. Bo ja tak naprawdę kocham Patrishie... - wydukał unikając wzroku - Patrishia, czy zostałabys moja dziewczyną ? - zapytał zawstydzony patrząc na nią .

- Ja ... - dziewczynę w ogóle przytkało, ale usmiechała się.

- Kurwa, słuchaj! Albo daj mu szanse, albo skończ się do niego uśmiechać! Ranisz go, rozumiesz? - powiedziała Rosalie.

- No dobrze... Niech ci będzie ... - wydukała zaskoczona, w tym momencie dostała buzi od Domina.

- Flaszka optymizmu i kufa do przodu ! - zaśmiał się Devil. Wszyscy poszli w jego ślady .

- Rosalie... - zaczął Ralphie - Nadal uważam Cię za swoją przyjaciółkę, choć żyję już w zupełnie innym czasie.

- Nie musisz mnie lubić. Nie jestem statusem na facebooku - odezwała się spokojnym głosem Rosalie, choć w głębi siebie, chciała go rozerwać na strzępy.

- No przepraszam ...

- Ej ! Trzy przepisy na lepsze jutro : mam wyjebane,chuj Ci w dupę, weź idź się pierdol - zaśmiała sie Patrishia z Devilem.

- Bo wy wiecie, co nas jara najbardziej - zachichotała Rosalie, a Domin jej zawtórował.

Devil pocałował Rosalie na co ona powiedziała

- Oszalałeś ?

- Tak, gdy tylko zobaczyłem ciebie - przytulił sie do niej, a ona poczuła, że ma przy sobie cały świat.

- Okey, ja ide umyć głowę - poiwedziała Rosie.

- A jak myjesz głowę ? - zapytał Devil

- Yyy ... ? Normalnie ?

- Zwyczajnie: opowiedz mi, jak myjesz głowę.
- No... puszczam ciepłą wodę, moczę włosy, skrapiam szamponem...
- Z tubki czy z buteleczki?
- Z buteleczki!
- Aha... i co dalej?
- Maciek!
- No, mów, mów! To jest ważne!
- Ważne? Ale po co? Dlaczego?
- Takie szczegóły są bardzo ważne, Rosalie! Następnym razem, kiedy powiesz mi: „Dziś wieczorem będę myła głowę!”, to będzie tak, jakbym przy tym był. Tylko zamknę oczy i zaraz zobaczę, jak puszczasz ciepłą wodę, zwilżasz włosy, potrząsasz buteleczką, żeby skropić je szamponem... co dalej?
- Przez chwilę spieniam szampon pocierając włosy rękoma... Maciek, zdumiewasz mnie!
- Kocham cię. Czy to ci się wydaje zdumiewające?

- Też Cię kocham - dała mu buziaka i poszła umyć włosy.
- Widzę że wam się układa - zachichotali .
- No oczywiście. Z tak cudowną dziewczyną wszystko jest mozliwe.
- Co ty w niej widzisz ? - zapytał Ralph Devila
- Co ja w niej widzę?
- Dziewczynę, idealną dziewczynę. To takie coś, co nam, chłopakom, jest niezbędne do życia.

- Dlatego ja się cieszę, że Patrishia zaczęła się w końcu do mnie odzywać - Ralph przytulił się do niej.
- Cisza to najgłośniejszy krzyk kobiety. Domyśl się jak bardzo ją zraniłeś, skoro zaczęła Cię ignorować.
Zapadła cisza. Po chwili wróciła Rosalie z turbnem na głowie.
- Tęskniłem - posadził ja sobie na kolanach
- Ja też - dała mu buzi. - Bądź moim przeciwieństwem.
- A dlaczego ?
- Bo przeciwieństwa się przyciągają.
Devil dał jej buziaka, z czego przykład wziął i Ralph. I tak o to spędzili miły wieczór :)
 
 
Pozdrawiam wszystkich czytających !
Saykaa !  ;*




Koleeejny rozdzaiaaał :PP

Przepraszam, że tak długo nic nie było dodawane, ale nie miałam dostępu do kompa, hihi :P A teraz zapraszam na kolejny rozdział :)




Kocham Cię .. Kocham Cię , słyszysz ?!
 
 
 
 
Rosalie jeździła sobie zyletką po ręce, w okolicach żył słuchając odgłosów kłótni Devila z Dominem. W końcu zaczęła robić liczne nacięcia na nadgarstku, które prowadziły wzdłuż dłoni aż po łokieć. Wpatrywała się tępo w spływającą krew, ale mimo to nie czuła bólu.
> Nawet jeśli nie umrę, to będę wybaczać, ale nigdy tego nie zapomnę< - pomyślała i w tym samym momencie straciła przytomność... Jej ciało leżało oparte o biało-zieloną wannę. Z lewej ręki sączył się czerwony strumyczek. Cała zrobiła się blada, a jej usta przeszły w lekkawy siny odcień.
 
 
(*)
 
 
- Rosalie ! Kocham Cię... Kocham Cię, słyszysz ?! Błagam obudź się ! Proszę Cię ! - usłyszała głos Ralpha. Dopiero po chwili zorientowała się co się stało. Nadal leżała w łazience, przed swoją twarzą zobaczyła zmartwioną twarz chłopaka, a kątem oka zauważyła Patrishie siedzącą na dywaniku. Powoli zaczęła otwierać zaczerwienione oczy. Usłyszała wydech powietrza, w którym czaiła się ulga.
- Ralph... - wychrypiała swoim bajkowym głosem
- Jestem tu... Patrishia, przyniosłabyś szklankę wody ? - popatrzył na koleżankę proszącym spojrzeniem. Ta tylko pokiwała głową i udała się do kuchni - co ci strzeliło do głowy żeby to zrobić ?!
- Bo ja... Chciałam dać wam spokój. Przecież sam widzisz, co się dzieje przeze mnie.. Devil wpada w agresję, atakuje ciebie... Chyba lepiej by było, jakby mnie nie było... A ty, znalazłbyś sobie inną...
- Dobre wiesz, że cię kocham i to się nie zmieni - popatrzył jej gleboko w oczy. W tym samym czasie dziewczyna przyniosła wodę i podała szklankę Rosie, sama siadając obok niej i opatrując jej pociętą dłoń.
- Patrishia... Co ja mam teraz zrobić ... ? - zapytała koleżankę pytającym spojrzeniem.
- Chodzi o Devila ?
- Tak...
- No cóż... Jeżeli kochasz w tym samym czasie dwie osoby, to wybierz tą drugą... Bo prawda jest taka, że jakbyś kochała tą pierwszą, to nie zakochałabys się w tej drugiej - popatrzyła na Ralpha - a ty się tak nie szczerz - skarciła go i wszyscy zachichotali.
- No ale cio ... ? Ja naprawdę kocham Rosalie i nigdy bym jej tego nie zrobił, co uczynił Maciek. bo bez ciebie życie traci sens - popatrzył na nią i dodał - Dla całego świata możesz być nikim, lecz dla mnie jesteś całym swiatem...
Patrishie i Rosalie zatkało. Nie spodziewały się tego, ze strony chłopaka . Popatrzyły na siebie a potem na niego. Ta druga lekko się uśmiechnęła. Koleżanka widząc to powiedziała
- Aż mi się niedobrze robi, od tych waszych czułości...
Wszyscy się zaśmiali. Ralphie pomógł wstać swej ukochanej po czym poszli do kuchni zjeść co nieco. Oczywiście nie obeszło się bez bitwy na jedzenie. Po spozyciu posiłku zalegli się we trójkę oglądając komedię. Nagle chłopak zauważył że Rosalie drży.
- zimno ci ? - zapytał patrząc na nią
- Troszkę - odpowiedziała i od razu Ralph przykrył ją kocem i przytulił - wiesz co ?
- Hm ?
- Lubię jak jest mi zimno ...
- Czemu ? - spytał zaciekawiony. Patrishia też na nią spoglądnęła.
- Bo wtedy mnie przytulasz ... - zarumieniła się i zaśmiała, tak jak reszta towarzystwa - mam prośbę
- Jaką?
- Obiecaj mi, że nie będziesz mieć innej...
- Ale napewno będzie inna - odparł odwracając wzrok - tylko ta inna będzie do ciebie mówić mamusiu... - dał jej buziaka i ze wstydu schował głowę pod koc. Patrishia się zaśmiała a Rosalie zarumieniła odwracając głowę.
- Ale wiem jedno... Nawet kiedy między nami będzie źle, pójdę za Tobą w ogień, stanę za Tobą murem i przywalę każdemu, kto będzie chciał ci zrobić krzywdę - powiedział Domin odkrywając się z koca .
- Uroczy jesteś wiesz ?
- Dobra, koniec tych czułości. Zabieram ci dzisiaj twoja laskę - Patrishia zaśmiała się diabolicznie i zniknęła razem z Rosalie w kłębach dymu.
- No ja pier papier... Nawet nie zdążyłem się z nią pożegnać - zaczął kląć Domin.
 
(*)
 
Patrishia porwała swoja koleżankę do siebie do domu by tej nocy nocowała u niej. Dziewczyny śmiały się w najlepsze, gdy ktoś zapukał do drzwi.
- Mówiłaś, że twoich rodziców dzisiaj nie będzie w domu.
- Bo mialo nie być. Tylko to chyba nie moi rodzice... - powiedziała patrząc przez szkiełko w drzwiach.
- To kto to ? - spytała zaciekawiona Rosalie
- Devil...
- O nie ... - dziewczyna nagle posmutniała.
Patrishia wpuściła chłopaka do środka i zapytała
- Co ty tutaj robisz ?!
- Przyszedłem przeprosić Rosalie, porozmawiać z nią i poprosić o drugą szansę... - wyszczerzył się pokazując swoje idealne uzębienie.
- Skad wiedziałeś, ze tu będę ? - zapytała Rosie
- Śledziłem was ... - zarumienił się
- Sluchaj Devil, co ty najlpeszego odpierdalasz ?!
- Kocham cię ... - wyszeptał patrząc jej w oczy.
- Nigdy nie znałam kogoś, kto byłby tak pewny siebie. Nawet, gdybyś założył na siebie wór na ziemniaki, czuł byś się pewnie zajebiście - powiedziała odwracając się, by wziąść szklankę z brzoskwiniowym sokiem.
- Przykro mi, że nie wiesz co się dzieje w moim życiu, gdy z niego odeszłaś... I opowiadasz głupoty jakbyś od zawsze mnie znała...
- Wydawało mi się, że cię znam... Ale po tym co zrobiłeś, przekonałam się, że myliłam się co do ciebie... Wyrobiłam sobie fałszywe zdanie o tobie mój drogi. I jeśli myślisz, że ci wybaczę, to masz rację, ale nigdy ci tego nie zapomnę ! Nigdy ! - wykrzyczała mu to prosto w twarz. Patrishia przyglądała się temu przedstawieniu wcinająć popcorn.
- Zmieniłaś się Rosalie... - powiedział Devil
- Mówisz, że bardzo się zmieniłam. Prawda jest taka,że dorosłam.Przestałam pozwalać ludziom mną dyrygować. Nauczyłam się, że zawsze można być szczęśliwym. Zaakceptowałam rzeczywistość.
- Eh ... Rosalie... Ja toba nie dyrygowałem ... Kocham cię, robiłaś co chciałaś...
- Powiedz mi dlaczego za każdym razem gdy już sobie odpuszczam, gdy godzę się z tym że już nic do mnie nie czujesz, to ty akurat wtedy znów do mnie startujesz ?
- Bo cię kocham ... ? - zapytał z mina niewiniątka - Posłuchaj mnie. Pomyśl, ile wspólnych chwil spędziliśmy razem. Ile było śmiechu, ile łez wspólnie wylaliśmy. Proszę, daj mi ostatnią szansę - uklękł przed nią i prosił z błagalnym spojrzeniem.
- Człowieku, kufa, wstań bo jeszcze pomyśle że chcesz mi się oświadczyć ! - krzyknęła pomagając mu wstać - To jest taki moment kiedy nawet żaden wulgaryzm nie jest w stanie go ująć...
- W pełni się zgadzam - krzyknęła Patrishia z tyłu. Maciek wziął jej kubełek z popcornem i wyrzucił przez okno - ej ! Ja to jadłam !
- Zachowuj sie - warknął a Patrishia poszła zrobić drugi popcorn rzucając mu przy okazji gniewne spojrzenie
- Mam pytanie - powiedział Maciek spacerując dwoma palcami po ramieniu dziewczyny - bolało cie, jak spadłaś z nieba mój ty aniele ?
- Nie, zmęczyłam się, jak wychodziłam z piekła - rzuciła i strąciła dłoń Devila z ramienia
- No ale ty jesteś takim moim malym aniołkiem...
- Ty jeszcze nie wiesz , kim jestem tak naprawdę...
 
Kim jest Rosalie ? Co będzie z nią i Devilem ? Czy będą razem, czy jednak wybierze Domina ... ? Tego dowiecie się w następnych rozdziałach ! Sayonara ! :)