czwartek, 28 czerwca 2012

Przeprosiny ; //////

Hejka , przepraszam Was wszystkich , za brak nowych postów, ale kurde zastopowało mnie . Mam pauzę w pisaniu , nic , zero ! ; (((
Mam początek rozdziału i na tym koniec, nie chce ruszyć -,-
Dla tego przepraszam bardzo, za ten nagły zastój .
Postaram się coś wymyślić, a jak tylko będzie, to obiecuję , że przepiszę i wystawię na blooga :*
Życzcie mi powodzenia ! ^,-

sobota, 9 czerwca 2012

Wszystkiego naj ludzie ^,-

Dzisiaj jest Dzień Przyjaciela , więc życzę wszystkim odwiedzającym moją stronę wszystkiego dobrego ;* 
Życzę też, aby każdy z Was miał tak wspaniałych przyjaciół , jakich ja mam . Takich którzy nigdy nie pozwolą Wam upaść , no nic . Jeszcze raz wszystkiego naaj . Trzymajcie się . Za niedługo coś skrobnę ; )

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Rozdział VIII

No, postarałam się i jest ;*


Rozdział VII czyli :
Niespodziewana wizyta ...


Od ostatniego wydarzenia minęło bardzo dużo czasu. Pewnej nocy Rosalie była sama w domu... Zasypiała z uśmiechem na twarzy, gry nagle usłyszała szelest i na moment zobaczyła czyjeś oczy.
> Wydawało mi się. Jestem tylko zmęczona < - pomyślała, ale gdy z powrotem kładła głowę w dużą puchową pomarańczową poduchę, usłyszała szelest przy oknie, lecz gdy zerwała się , by sprawdzić co to było, nie zobaczyła nic nowego. To samo okno z kocem na parapecie i kwiatek w donicy . Żadnych oznak życia. kiedy już powoli usypiała, poczuła czyjś oddech na szyi. Od razu wiedziała kto to był. Skoczyła z łóżka i zaatakowała postać, którą uważała za Assay . 
- Hej , co ty wyprawiasz ?! - zapytała postać.
- Nawet się do mnie nie zbliżaj Assay ... - powiedziała ostrzegawczym głosem Rosalie.
- Co ? Nie ! Nie jestem tym , za kogo mnie wzięłaś.
- W takim razie kim jesteś ? - zapytała Rosie zbita z tropu .
- Jestem Ralph , miło mi - postać wyszła z mrocznego kąta pokoju i ku oczom dziewczyny ukazał się chłopak ubrany na biało .Z pleców (w okolicy ramion) wyrastały mu skrzydła ...
- Ty jesteś tym... No .... A ... a .... a... - zacięła się Rosalie próbując przypomnieć nazwę 
- Tak , aniołem - pomógł jej chłopak i się zaśmiali . 
- Przepraszam, że cię zaatakowałam. Myślałam że to Assay, bo raz mnie dopadła o tej porze.
- Nic się nie dzieje . Rozumiem twoją czujność . 
- A więc ... Z jakiej okazji mnie odwiedziłeś  ? 
- Chciałbym z tobą porozmawiać, to ważne.
- Dobrze ... Więc mów ... - zachęciła go Ros
- A możemy pójść do zaświatów ? Bo tutaj czuję się jakoś nieswojo ... - Ralph popatrzył na dziewczynę błagalnym spojrzeniem .
- No dobrze , już dobrze. Chodźmy - i złapała go za rękę . Szli przez długi korytarz . Milczeli. Gdy byli już na miejscu , wskazał jej ręką , żeby usiadła .
- Słuchaj - zaczął pierwszy - Doszły nas słuchy , że zapowiada się wielka wojna . Zaren gromadzi siły i mocną armię, żeby nas pokonać. Dlatego jak najszybciej musisz zacząć trenować, bo tak szczerze to nic nie potrafisz...
- Aha , okay . To ... Kiedy zaczynam ?
- Ale to nie takie proste .
- Jak to ? Przecież to tylko treningi, nic więcej - powiedziała zdziwiona Rosalie .
- No bo ty będziesz dowodziła naszą armią ale ... Dopóki nie będzie no ... Najpierw musi odbyć się twoja koronacja, bo bez tego ty nie będziesz miała takiego prawa - powiedział jednym tchem Ralph.
- No to weźcie koronujcie kogoś bardziej doświadczonego ode mnie i będzie po problemie .
- Ale tak nie można . To musisz być ty i innego wyjścia nie ma .
- No to będzie jeszcze koronacja i tyle - wzruszyła ramionami dziewczyna.
- Ale wiesz, że to będzie oznaczało, że poświęcisz ludzkie życie ? To znaczy nie dosłownie. Chodzi mi o to , że będziesz mogła żyć w biegu, musiała zrezygnować z imprezy czy jakiegoś spotkania, jak będziemy cię tutaj potrzebowali. Bo jak Zaren będzie miał, a ma napewno plany, żeby pokonać ciebie, mnie , no nas wszystkich to będziesz na stówe tutaj potrzebna ... - popatrzył na nią wzrokiem współczującym. Było mu szkoda Rosalie i tego że ma tak pokomplikowane życie. Wiedział, jak się teraz czuje , bo przed paroma latami, tak bardzo dawno, ale jednak jeszcze pamiętał, jak on się czuł, co myślał gdy się dowiedział o swoim przeznaczen8iu. Niby na ogół wesoły chłopak, pomagający wszystkim , ale gdy był mały , stracił matkę w wypadku samochodowym ... Ojciec był alkoholikiem. W końcu przepił dom, a sam zmarł . Ralph nie mógł w to uwierzyć . Wtedy postanowił, że mimo tak bardzo młodego wieku da sobie radę sam . Ale nie wiedział jeszcze co to tak naprawdę jest świat. Przegrał to, co sobie obiecał, był na krawędzi życia, gdy nagle ktoś, kogo nie znał podał mu pomocną dłoń, którą wyciągnął młody chłopak Richard (Richie) .Wtedy dowiedział się, że tak miało być. Zgodził się na taki żywot , ponieważ nic go nie trzymało na ziemi . Nie był nikomu potrzebny, nikomu na nim nie zależało. Teraz nawet nie chce do tego wracać . Udaje przed wszystkimi, że już tego nie pamięta, ale to widać , że nadal go boli... Po dłuższym oczekiwaniu Rosalie odezwała się :
- Dobrze ... Zgadzam się na to... Jestem na to gotowa - widać było , że chciało jej się płakać, ale nie dawała za wygraną .
- Dzielna z ciebie dziewczyna , Rosalie ale ... Napewno ? Jesteś pewna ? Może idź się połóż , prześpij się z tym pomysłem - powiedział podejrzliwie .
- Jestem tego pewna . Już wiem, że to moje przeznaczenie .
- Dobrze , widzę że ci zależy na tym . Będziesz naprawdę wspaniałą wojowniczką i księżniczką, Treningi będziesz miała ze mną w osobnej sali . Musisz się wiele nauczyć .
- Okay , to kiedy zaczynamy , mistrzu ? - popatrzyła na niego , ale oboje widząc swoje miny zaśmiali się .
- Jutro pierwszy . Przyjdę po ciebie , a teraz idź się wyśpij . Jutro czeka cię ciężki dzień .
- Pa , ty też się wyśpij - pomachała mu na pożegnanie . Ralph nawet tego nie zauważył . Ciągle wpatrywał się w krótką koszulę nocną Rosalie , ale gdy tylko się ocknął pomachał jej też .
- No normalnie chodząca sex bomba - zaśmiał się chłopak gdy dziewczyna znikła . Po chwili też wstał i udał się na spoczynek.

-------------------------------------------------------

- Mocniej dziewczyno ! Pokaż mi na co cię stać . Przywal w ten worek  - zawołał Ralph, widząc wielkie "zaangażowanie" Rosalie na treningu.
- dobra. Napiję się tylko i ci coś pokażę . - powiedziała Rosalie sięgając po butelkę wody .
- Okeyy ... Czekaaaam ...
- Idę , już idę - dziewczyna uniosła ręce do góry w geście bezsilności .
- Wow , to mi się podoba - powiedział, gdy zobaczył dziewczynę starającą się. Po paru godzinach zrobili dłuższą przerwę . Rosie była tak zmęczona, że od razu padła jak długa na podłogę .
- Wstawaj, musisz coś zjeść .
- Mam chyba prawo być zmęczona , no nie ? - wyjąkała i usiadła .
- Masz , masz . Wykonałaś dzisiaj kawał dobrej roboty . Jestem dumny z tak zdolnej uczennicy, ale to i tak za mało , żeby wygrać bitwę . Przed nami jeszcze dużo pracy - powiedział Ralph podając jej talerz z jedzeniem.
- Nie , dzięki . Ja chce tylko pić , Nie jestem głodna - sięgnęła po butelkę wody .
- Jak tam uważasz . Chciałem cię ostrzec . Zaren wie , że trenujesz , choć nie wiemy z kąd się o tym dowiedział i od kogo . Będzie chciał cię unicestwić, bo jest tego świadom, że bez ciebie nie poradzimy sobie. Musisz na siebie uważać, bo on napewno będzie szykował pułapki na twoją osobę - powiedział zmartwionym głosem Ralph .
- dobrze , dobrze . Będę na siebie uważać - Rosalie wywróciła oczami .
- Ej , ja mówię na poważnie . Nie chcę żeby ci się coś stało ... Znaczy my nie chcemy . Bo tobie nic nie może wydarzyć się złego , rozumiesz ? - popatrzył jej głęboko w oczy , żeby zrozumiała , jak bardzo poważna jest sprawa . Przez przypadek , zaczęli sobie patrzeć w oczy i zbliżać swoje twarze w swoje strony... Nagle Ralph gwałtownie się odsunął i wstał
- No to chodźmy ... Tego no ... Czeka nas dużo ... yy ... pracy - i podał rękę Rosalie .

piątek, 1 czerwca 2012

Rozdział VII

No dzisiaj zaszaleje . Dwa rozdziały ^^

Rozdział VII czyli Nagłe Rozstanie


Gdy się obudził, zjedli śniadanie, gdzie Maciek rozpoczął bitwę na jedzenie i rzucali w siebie to tostami, to owocami wziętymi z miski na parapecie.
- Dobra, koniec. Ja z Rose idziemy się ubrać, a Maciek zostaje i sprząta - zaśmiały się z Rosalie i wybiegły z kuchni.
- Wow, ale pięknie wyglądasz- powiedział, gdy Rose weszła - Ty Kaya też - dodał mierząc wzrokiem brunetkę w sukience w kwiaty i japonkach na nogach .
- Dzięki - powiedziały razem i się zaśmiały.
- Wy to musiałyście ćwiczyć .
- Nie ! - i tym razem powiedziały to wspólnie - Może ... - tym razem śmiali się wszyscy.
 - Ej , co wy na to, żebyśmy poszli na rolki ? - zapytał Maciek
- Ja chętnie . Rosalie też ma .
- Tylko że ... Ja nie umiem ...- powiedziała zawstydzona dziewczyna 
- Nic nie szkodzi. Nauczę cię - pocieszył ją chłopak
- Ja też się dołączę - zaśmiała się Kaya - Z wielką chęcią.
- Dziękuję . Jesteście kochani .
- No to idziemy ! - zawołali tym razem Kaya z Maćkiem zgodnym głosem, patrząc na siebie dziwnym wzrokiem, lecz po chwili zachichotali i wyszli na pole .
Kaya pomogła Rosalie wstać i zaprowadziła ją na małą górkę.
- No, Rose . Puść się , złapię cię - powiedział Maciek.
- No okay - ale w chwili, w której dziewczyna puściła się Kayi, chłopak odwrócił się, żeby odebrać telefon. Rosalie nie potrafiąc się zatrzymać wpadła na niego, przewracając się razem z nim.
- Przepraszam - wyjąkała dziewczyna
- Nic się nie stało, zaśmiał się chłopak i zaczął ją całować.
- Ej, no weźcie. Co wy robicie ? - zapytała Kaya podchodząc do nich 
- Całujemy się - zachichotał
- Publicznie ?
- Kayka, przecież tu nie ma nikogo.
- No dobra . Wstańcie - powiedziała podając Rosalie rękę. Po chwili znowu zadzwonił telefon Maćka. Chłopak przeprosił i odszedł parę kroków od dziewczyn. Długo rozmawiał , kłócił się . Dziewczęta usłyszały, że posypało się bardzo dużo przekleńswt , za które przepraszał i często pojawiał się wyraz "nie". Chodził w kółko wymachując rękami i robiąc różne gesty. Gdy skończył rozmawiać, rzucił telefonem o latarnię. Wracając do dziewczyn był zły i smutny. Chciało mu się płakać 
- Kochanie ... Co się stało ? - Rosalie przytuliła się do niego . Objął ją i wędrował palcami po jej włosach, wiedząc że to już ostatni raz 
- Rosalie ... Ja , muszę wyjechać na stałe do Wrocławia. Dlatego , trudno mi to powiedzieć ale ... Zrywam z tobą. Przepraszam , ale nie mam innego wyjścia - chciał ja przytulić na pożegnanie, ale ta go odepchnęła
- Jak mogłeś ... A ja ci ufałam ...- uciekła nie wiadomo gdzie na bosaka . Gdy Maciek popatrzył na Kayę, to ta obrzuciła go wzrokiem, który mógł zabijać i pojechała na rolkach za Rosalie . Chłopak został sam. W końcu też "teleportował" się do domu .
Kaya w końcu znalazła koleżankę. Leżała cała zapłakana i poraniona pod drzewem niedaleko rzeki. To było jej i Kayi tajemne miejsce, gdzie nikt nie zaglądał. Szybko zdjęła rolki i podbiegła do Rosalie. Klękła i podniosła jej głowę . Oczy miała czerwone od płaczu, które były tak jak zwykle nieobecne .
- Ros , ej . Będzie dobrze. Usiądź . Trzymaj - podała jej chusteczki .
- Ale Kaya zrozum ! Nie będzie już dobrze . On mnie nie kochał .. Udawał tylko. A ja się dałam nabrać w tę grę , którą przyszykował... Bawił się mną jak zabawką . Co by mu przeszkadzał związek na odległość ?!
- Rosalie ... To nie prawda. On cię kochał i nadal kocha. Ale musiał zerwać, bo nie miał innego wyboru. Jak uciekłaś, to zaczął płakać.
- Ta , jasne.
- Chodźmy już do domu. Zrobię ci kakao- wzięła Rosalie za rękę. Gdy szły, widziała samochód którym jechał Maciek, jak stał w korku. Chłopak widząc dziewczynę, szybko napisał coś na kartce i przystawił ją do szyby , lecz Rosalie odwróciła wzrok. Nie chciała patrzeć na to , co miał do powiedzenia. Gdy wróciły do domu, wypiły kakao i oglądały jakiś film. Dziewczyna na moment zapomniała o rozstaniu, choć nadal ją bolało, gdy nagle dostała sms od niego ... Wtedy przypomniała sobie o wszystkim i znów poczuła jak serce zaciska żal i cierpienie, do oczu zaczęły napływać łzy, a jej samej zaczęło robić się słabo. Kaya od razu wiedziała , o co chodzi :
- Rosie, wszystko okay ? Może ci pomóc ? 
- Nie trzeba . Sama sobie poradzę - i próbowała nacisnąć palcem przycisk "pokaż", ale nic nie widziała przez napływające do oczu łzy. Kaya popatrzyła na Rose. W końcu podała jej swój telefon, a sama wzięła od Kayi chusteczki. Dziewczyna bez problemu nacisnęła przycisk i przeczytała treść wiadomości :
" Rosalie, wiem że masz mnie dość. Ale chciałem Cię jeszcze raz przeprosić. Wiem, że źle postąpiłem, ale nie miałem wyjścia,. Wiedz, że nikogo tak nie pokocham jak Ciebie. Będę żył nadzieją , że mi wybaczysz i się spotkamy... "
- Wow ... - powiedziała Kaya, gdy przeczytała to na głos , dodatkowo widząc minę koleżanki - Rosalie? Wszystko okay ? 
- Tak ,tak -wymamrotała
- Ok ... To skończymy oglądać film ?
- Tak pewnie. Włącz - przykryła się kocem, a Kaya puściła film z DvD .
- Dzień dobry śpiochu ! Czas wstawać - zawołała Kaya waląc Rosalie poduszką w głowę 
- Kaya ! Dopiero piąta rano, co ty chcesz ? - zapytała chwilowo na pół przytomna dziewczyna
- Nie ja . Ktoś przyszedł do ciebie .
- To powiedz mu , żeby spierdalał , bo ja chcę spać .
- Rosalie ! Jak ty mówisz ?!
- Normalnie . A teraz daj mi spać - i przekręciła się na drugi bok .
- Rosalie ...
- Czego kurwa ?! - zerwała się do pozycji siedzącej 
- Nie ładnie , nie ładnie - zaśmiał się Maciek, który stanął w drzwiach . Jak zwykle blond włosy, bluzka z napisem, bluza, przetarte jeansy i trampki . Jedną rękę trzymał za sobą .
- Maciek ? Co ty tutaj robisz ? - zapytała zdziwiona Rosalie .
- Kaya , zostaw nas samych .
- Ale ... - popatrzyła na Maćka Kaya .
No kurwa , wyjdź i tyle . Trudne ?
- A sam przeklina - zaśmiała się dziewczyna, gdy Kaya wyszła 
- Bo mi wolno - pokazał jej język i oboje się zaśmiali. Maciek usiadł koło niej na łóżku i wtedy zobaczyła że trzyma róże . Obdarzyła go pytającym spojrzeniem .
- Aha , no tak . To dla ciebie, na przeprosiny - podał jej bukiecik - Ja ... Nie mogłem dłużej bez ciebie wytrzymać . Dlatego uciekłem a auta i wróciłem do Jasła. Ja wtedy zerwałem, bo nie chciałem żebyś myślała, że skoro mnie nie będziesz widzieć to cię będę zdradzał z inną czy coś . Wiem, byłem nierozsądny. Jeśli mi wybaczysz, to obiecuję że to się więcej nie powtórzy. Tęskniłem za tobą. Ciągle, gdzie patrzyłem, widziałem twoją twarz, To, jak się śmiejesz, jak myślisz, jak sie wygłupiasz. Nie mogłem przestać o tobie myśleć ...
- Jeju... Nie wiem , co powiedzieć ...
- Może to ... ? - przysunął się i zaczął ją całować . Myślał , że go odepchnie, ale ku jego zdziwieniu stało się inaczej. Rosalie znów poczuła się szczęśliwa. Maciek położył się koło niej i trzymali się za ręce. Po chwili znów zaczął ją całować. Wtedy dla nich świat znowu nabrał barw i coś znaczył ...

W końcu rozdział VI ...

Przepraszam, że tak długo czekaliście , ale miałam problemy w szkole itd . Ale znalazłam w końcu chwilę czasu i wyklikałam kolejny rozdział ...


Rozdział VI - czyli Śmiertelny Sen ...

Było około drugiej nad ranem, gdy Rosalie obudziła się, gdyż poczuła , że coś chodzi, lub czołga się
koło jej łóżka i próbuje na nie wejść . Poczuła że coś wskoczyło na nią , czego nie widziała. chwyciła to coś za kark i zrzuciła na podłogę. Nagle zobaczyła parę czerwonych oczu w rogu pokoju, po krótkim zastanowieniu rzuciła :
- Devil, przestraszyłeś mnie . Idź już . Jestem zmęczona, chcę spać.
W odpowiedzi usłyszała warknięcie, oczy zniknęły . Trochę ucieszona, położyła się z powrotem spać . Śniło jej się dziewczyna . Piękna wojowniczka, o ognisto rudych włosach stanęła przed nią. Ubrana była w taką samą zbroję, którą miała Rosalie podczas spotkania z Zarenem, lecz zamiast sztyletów miała w prawej ręce krótki nóż. Okazało się, że chce ją zabić. Bezbronna dziewczyna uciekała w nieznaną przestrzeń, która otaczała ją z każdej strony. Nagle spadła w przepaść i obudziła się cała zlana potem. Już myślała że to koniec przeżyć, lecz coś rzuciło nią o ścianę ... Nic nie rozumiejąca Rose otworzyła oczy i zobaczyła przed sobą tą samą dziewczynę, którą ujrzała we śnie .
- Assay ... - spostrzegła się Rosalie . Wychrypiała jej imię i kopnęła ją w pierś . Dziewczyna poleciała na drugi koniec pokoju . Nie wiadomo skąd Rosalie miała na sobie nagle niebieską zbroję i sztylety. Znalazły się na polanie. Walczyły ze sobą zaciekle, lecz to oczywiste , że płonąca wojowniczka była lepsza, była bardziej doświadczona. Assay biegała z prędkością światła, co bardzo zaciekawiło Rosalie. Nagle poczuła rozdarcie u ręki i było za późno. Wróciły do pokoju, a ta przycisnęła ją do ściany. Przystawiła jej nóż do gardła, robiąc lekkie nacięcie
- To jeszcze nie koniec - powiedziała Assay i znikła.
Rose odetchnęła z ulgą. Zsunęła się i zasnęła pod ścianą. Nie miała siły zakryć ran, czy nawet ściągnąć kołdry z łóżka i się nią przykryć. Zasypiając znów miała na sobie zwyczajną piżamę. Rano Maciek przyszedł po nią, by odprowadzić ją do szkoły. Nie wiedział jeszcze dokładnie gdzie jej pokój się znajduje, więc szedł przez cały dom wołając jej imię. Gdy doszedł na sam koniec domu, otworzył brązowe drzwi i wszedł do zielonego pokoju, gdzie zobaczył Rosalie leżącą pod ścianą, z jeszcze otwartymi ranami. Przestraszył się i zaczął ją budzić. Gdy po pięciu minutach otworzyła lekko oczy, to od razu usłyszała :
- Kochanie . Co ci się stało ?! Kto ci to zrobił ?!
- Assay ... - wychrypiała i znów jej powieki zamknęły się .
- Kochanie ! Nie zasypiaj mi , słońce , błagam cię ! - widząc , że jego słowa nic nie dają , wyciągnął telefon i zadzwonił do Kayę .Długo na nią czekał, ale gdy tylko weszła do pokoju wykrzyknął :
- Mówiłem, że będzie chciała ją zabić .
- Wiem, wiem . Miałeś rację. Trzeba z nią coś zrobić - i otworzyła torbę w poszukiwaniu maści, którą zabrała z domu - Po tym powinna się obudzić.
- Mam nadzieję .
- Wszystko będzie dobrze. Przestań chodzić w tę i z powrotem bo jej jeszcze dziurę w podłodze zrobisz !
- No dobra, dobra - wymamrotał i zrezygnowany usiadł na pufie blisko Rosalie. Kaya zaczęła ją smarować maścią, po której wszystkie rany zeszły. Na końcu podstawiła jej coś pod nos i ta się momentalnie obudziła.
- Co się dzieje ? - zapytała zmieszana Rosalie .
- Już nic kochanie, już nic - pocałował ją w czoło.
- Ona w tym stanie nie może pójść do szkoły  - powiedziała Kaya.
- To ja z nią zostanę, a ty idź. Usprawiedliwisz ją jakoś.
- Okay. Trzymaj się Rosie . Po szkole przyjdę tu do ciebie.
- Pa... - wyszeptała Rose.
- Narazie - krzyknął jescze Maciek za wychodzącą Kayą - Rosalie, powiesz mi co się stało ? - popatrzył na dziewczynę o nieobecnym wzroku.
- Ona ... Śniła mi się ... To był sen. Śmiertelny sen. Później rzuciła mną o ścianę, walczyłyśmy. Gdy wygrała, przyłożyła mi nóż do gardła i powiedziała że to jeszcze nie koniec. Jeszcze mam jej głos w głowie ...
- Biedactwo ty moje - pocałował ją, tym razem w policzek.
- Przytul mnie - poprosiła i rozpłakała się.
- Oczywiście - przytulił ją i zcierał łzy z jej policzka - Kocham cię.
- Ja ciebie też ...- zamknęła oczy i zasnęła.
Kaya tak jak obiecała, przyszła do Rosalie po szkole. Wchodząc zastała Macka i Rosalie siedzących i przytulonych do siebie pod ścianą .
Gdy Devil zobaczył dziewczynę, przyłożył palec do ust i delikatnie wstał, żeby nie obudzić Rosalie. 
- Zasnęła ?
- Tak. Opowiedziała mi, co się stało w nocy.
- Chodzi o Assay ?
- Tak ... Wkradła jej się do snu, a gdy Rosalie się obudziła, to rzuciła nią o ścianę. Walczyły i Asska wygrała i straszyła ją nożem.
- Jeju ... Chyba nie sądzisz, że to mógł być ... - zalękła się Kaya .
- Tak ... Jej 'Nóż Szczęścia'
- Boże ... Ona mogła umrzeć  ...
- Już dobrze Kaya . Uspokój się - powiedział i posadził ją na pufie.
- Dobra, już lepiej - powiedziała , a Maciek usiadł z powrotem koło Rosie .
- Hej wszystkim . Co się działo, jak spałam? - zaskoczyła ich swoim dobrym humorem i nagłym przebudzeniem się , co wywołało zdziwienie .
- Nic takiego.Kaya przyszła , tylko obecnie wyszła do łazienki.
- Aha , spoko . A ty siedziałeś , cały czas obok mnie ? - zapytała z troską w głosie
- Oczywiście , że tak . Raz tylko wstałem , jak przyszła Kayka , ale od razu wróciłem .
- Ojej - dała mu buziaka
- Oh ... Dziękuję - odwzajemnił pocałunek , na co weszła Kaya .
- Ok ... Dziwne , ale nie będę się mieszać - powiedziała - Jak tam Rosalie , jak się czujesz ?
- Lepiej , dzięki że pytasz . Przepraszam , że nie zapytałam . Jesteście może głodni ? .
- A ja mam lepszy pomysł - wykrzyknęła koleżanka - Z okazji , że nasza kochana dzielna Ros czuje się lepiej i to koniec szkoły , zróbmy grilla . Co wy na to ?
- Jestem za - zaśmiał się Maciek - a ty skarbie ?
- Hm ... Z chęcią . Chodźmy, pójdziemy przygotować wszystko .
- A Rosie , właśnie ! Byłabym zapomniała . Proszę - i podała jej świadectwo zawinięte w rulon obwiązane czerwoną wstążką .
- Dzięki , ale to mi dzisiaj do szczęścia nie jest potrzebne - rzuciła papier na półkę i zbiegła z Kayą i Maćkiem po schodach do ogrodu przygotować wymarzonego grilla . Oczywiście , wszyscy nocowali u Rosalie, więc nie przejmowali się czasem . Podczas przygotować śpiewali znane im piosenki z radia , to z telefonu Rosalie .
Gdy już zjedli , usiedli na rozgrzanej od słońca żółto-niebieskiej kostce brukowej przed domem dziewczyny i grali w butelkę na zadania .Oczywiście najpierw podczas kręcenia Macka , wypadło na Kayę
- Hm ... Co wybierasz ? Pytanie , czy zadanie ? - zapytał chłopak
- Zadanie - odpowiedziała dzielnie Kayka
- Hm ... Masz pocałować jakiegoś przechodnia , o płci męskiej . O masz , właśnie idzie jakiś - zaśmiał się .
Kaya o bezcennej minie podeszła do nic nie rozumiejącego chłopaka i dała mu buziaka . Gdy wróciła i zajęła swoje miejsce, chłopaczyna dalej stał na chodniku głupio sie szczerząc w kierunku dziewczyny , ale po chwili zdając sobie sprawę , że nie ma u niej szans odszedł ze spuszczoną głową .
Gdy wrócili do domu , było bardzo późno . ale  tak nie spali całą noc . Cieszyli się wspólnym towarzystwem ...