Rozdział 24
CZYLI
Bo my nie mamy dyplomu w ręce,
A Pana Tadeusza znamy tylko w butelce.
A Pana Tadeusza znamy tylko w butelce.
Ariss stał i jak zahipnotyzowany wpatrywał się w miejsce, gdzie jeszcze przed sekundą stała brązowowłosa piękność. Głucha cisza wczesnego wieczornego powietrza otaczała jego sylwetkę. Samotny wiatr smagał jego lekką grzywkę i podnosił biały T-shirt z logo grupy rockowej który odsłaniał jego ciało. Na ogół blade, chude ale bardzo umięśnione. Kilka kropel kształtowało mu się na rzęsach i swoim wolnym tempem spływały na zaróżowione od zimna policzki. Nogi miał podcięte, nie zdolne do wykonania najmniejszego kroku. Adidasem tarł o adidasa lub o nogawkę poprzecieranych czarnych spodni. Nie spodziewał się takiego przebiegu sytuacji. Nie wiedział, co ma teraz zrobić, jak się zachować. W pewnym momencie przekręcił głowę w lewo kierując swoje oczy o kolorze ciepłej czekolady w stronę ciemnego lasu, gdzie ujrzał biegnącego Devila tak zapatrzonego przed siebie, nie spoglądającego pod nogi ... Może to i źle , ponieważ potknął się o zielony z mchu kamień i wylądował o parę centymetrów przed butami chłopaka. Przyjaciel wyciągnął do niego rękę i pomógł wstać. Blondyn o czarujących niebieskich oczach wpatrywał się niemo w stronę przepaści. Powolna mgła przysłoniła sobą cały widok na morze. Lecz jego szum po trochu uspokajał skołatane nerwy.
- Ariss ... Mogłeś coś zrobić ! Jak mogłeś pozwolić jej skoczyć ?!
- A ty kufa co ?! Machasz tym swoim ,, kocham cię '' jak prostytutka torebką, zamiast sam przybiec i jakoś zadziałać ! A ty kufa oczywiście nie ! Tylko będziesz stał i nic więcej - pokręcił głową z żalem Ariss.
Po chwili usłyszeli stukot butów o mokrą ziemię . Automatycznie odwrócili głowy i ujrzeli Assay która biegła jak szalona i Patrishię która próbowała dotrzymać jej kroku. Po chwili były obok. Popatrzyły za ręką Arr. Mgła nadal przyćmiewała swoją gęstością cały widok. Ass przytuliła się do chłopaka i zaczęła płakać. Objął ją, ściągając z siebie bluzę i otulając dziewczynę drżącą z zimna. Puścił się deszcz. Lecz nikt nie miał odwagi odwrócić się i wyjść.
- Jak ona mogła? - zaczęła mówić przez łzy Ass - To była taka świetna dziewczyna... Mogła tyle jeszcze przejść... Mogła pójść na studniówkę, zdać na prawo jazdy, może zostać matką i babcią ! Miała nieść nam nadzieję, że zło nigdy nie opanuje świata ... Że Zargon nigdy nie da rady nas powstrzymać , tak jak nic nie powstrzyma naszej przyjaźni... A teraz ? Wszystko już skończone... Wszystko stracone... Ciemność opanuje świat i nasze serca z powodu utraty przyjaciółki, jaką była Rosalie. I to ... To przez ciebie ! Rozumiesz !? To wszystko przez ciebie ! - krzyknęła wyrywając się z objęć chłopaka. Ciemnożółta bluza spadła na trawę. Dziewczyna podbiegła do Devila i zaczęła w niego bić pięściami . A w oczach miała czysty ogień, taki, jak za dawnych lat, który miała, kiedy goniła Rosie... Teraz chciała zabić Deva... Swojego brata ... Patrishia oddzieliła dziewczynę od chłopaka.
- Przepraszam... - powiedział wolnym krokiem cofając się w zmrok lasu.
- I co teraz ?! Masz zamiar uciec ?! O nie, nie, nie ! Zapieprzaj mi tu, raz , dwa !
- Czyż nie uważasz droga Patrishio, że brzmisz jak tandetny dowcip, myśląć że ja teraz, po tym wszystkim pokażę się światu ?
- ... - dziewczyna nic nie powiedziała. Stwierdziła, że lepiej zostawi to bez komentarza. Słowa Devila trochę ją uraziły.
- Przepraszam...
- I co teraz zrobimy ?
- Chodźmy do domu... Nie będziemy tu stali...
Wszyscy ostatni raz popatrzyli już na ciemne morze ... Devil próbował skoczyć także, myśląc, że może uda mu się odnaleźć swoją ukochaną pośród fal, lecz w ostatniej chwili Ariss pociągnął go za kaptur do domu.
Wszyscy zgromadzili się w salonie . Na zachodniej ścianie stał olbrzymi zegar hebanowy, który Devil otrzymał od prababki. W ogóle nie pasujący do nowoczesnego wystroju, lecz dla chłopaka miał on bardzo dużą wartość i wiele dla niego znaczył. Wahadło jego kołysało się z głuchym, ciężkim jednostajnym tykaniem i gdy wskazówka minutowa dokonała swego wokół tarczy obiegu, a godzina miała zadzwonić, z mosiężnych płuc olbrzyma dobywał się dźwięk cichy, czysty, nad wyraz melodyjny. Na dźwięk ten grupka przyjaciół przestała rozmawiać i wsłuchiwała się w przyjemny dla ucha odgłos. Nikt nie zważał uwagi na godzinę, aż nastąpiła północ. Wszyscy pomyśleli o Rosalie. Devil musiał na chwilę odejść do pokoju, ponieważ chciał przemyśleć parę spraw, reszta towarzystwa nie miała mu tego za złe. Gdy czarny zegar wybił pięć po dwunastej, zrobiło się naprawdę dziwnie. Nagle pojawił się tajemniczy nieznajomy, który przyszedł znikąd. Patrishia chciała pójść po kolegę, lecz reszta ją powstrzymała. Osobistość, która przybyła była smukła i chuda, od stóp do głów opatulona w całun. Maska zasłaniająca oblicze tak trafnie wyobrażała twarz zesztywniałego trupa. Mimo to przyjaciele starali się nie bać i nie przejmować, uznali, że może gdy nie będą na tego niespodziewanego przybysza zwracać uwagi zniknie. Wszakże maska posunęła się aż do przyswojenia mienia Śmierci Venerskiej, najbardziej potężnej śmierci w zaświatach. Jej ubiór był pokalany krwią, a jej wysokie czoło oraz wysokie zarysy twarzy były zbryzgane straszliwym szkarłatem.
- Posłuchaj dziewczynko. Nie wygrasz ze mną. Zrozum, albo oni, albo ty - odezwała się po raz pierwszy tajemnicza Śmierć. Miała łagodny głos, czego Rosalie nie spodziewała się zupełnie. Teraz już rozumiała wszystko.. Jeśli ona odejdzie, Devil, Assay, Ariss, Patrishia będą żyli... Lecz, wymyśliła podstęp ...
- Zgoda - powiedziała - Jeśli to ma zapewnić im dobre życie, to zgadzam się . Posiądź moje życie.
- Och, jak cudownie - oblizała się - Mniam, kolejny smakowity kąsek !
- Rosalie, nie ! - krzyknął Devil, chciał wstać, lecz nie potrafił.
- Devil ... Ja muszę ... - powiedziała patrząc się na nich . Umierali, wszyscy ...
- Zróbmy to teraz , a ty daruj im życie ...
- Zbliż tu się kochanie.
Dziewczyna posłusznie podeszła trzymając nadal laskę w ręku. Popatrzyła jeszcze raz na grupkę swoich przyjaciół po czym uroniła łzę, jakby miało to być ich ostatnie spotkanie. Chłopak chciał wstać i do niej podejść ale nie miał sił. Spojrzała znów na upiorkę. Skupiła się. I to bardzo. Gdy Śmierć wychylała już po nią pazury włożyła całą swoją ostatnią siłę i krzyknęła
- Duchu Powietrza, Piasku i Morza ! Przyślij do mnie Anioła, ten rym wysyłam do Ciebie ! Niech śmierć do mnie podejdzie, nim mój czas nadejdzie ! Eima Dada Sayto Mundo ! - po czym walnęła złoto - srebrną laską a pokój wypełnił się złocistym światłem.
- Niee... ! - wykrzyczała kurcząc się w obłokach dymu. Przyjaciele odzyskując siły wstali i szybko pobiegli w stronę Rosalie . Gdy złoto - zielony dym opadł całkiem znikając w normalnym powietrzu zauważyli jej ciało leżące na deskach podłogi wraz z laską obok. Włosy przykrywały jej oczy ...
- Wsadziła z zaklęcie całą moc ... Całe życie ... - powiedziała Patrishia patrząc po pozostałych .
-----------------------------------
Przepraszam, że rozdział po takim okresie czasu, ale ostatnio co raz więcej spraw :3 i pomysł trzeba było znaleźć :3 . Mam nadzieję, że się spodoba ;> . Nie wiem czy dalej będę kontynuowała powieść o Rosalie , ale jeśli chcecie, to piszcie w komentarzach ^.^
Pozdrowienia dla Sheza <3 Pati <3 Maćka <3 Dominika <3 i dla reszty <3 xD .
Miłych ferii życzy podkarpacie, haha ^^ . Saykaaa :3
- Ariss ... Mogłeś coś zrobić ! Jak mogłeś pozwolić jej skoczyć ?!
- A ty kufa co ?! Machasz tym swoim ,, kocham cię '' jak prostytutka torebką, zamiast sam przybiec i jakoś zadziałać ! A ty kufa oczywiście nie ! Tylko będziesz stał i nic więcej - pokręcił głową z żalem Ariss.
Po chwili usłyszeli stukot butów o mokrą ziemię . Automatycznie odwrócili głowy i ujrzeli Assay która biegła jak szalona i Patrishię która próbowała dotrzymać jej kroku. Po chwili były obok. Popatrzyły za ręką Arr. Mgła nadal przyćmiewała swoją gęstością cały widok. Ass przytuliła się do chłopaka i zaczęła płakać. Objął ją, ściągając z siebie bluzę i otulając dziewczynę drżącą z zimna. Puścił się deszcz. Lecz nikt nie miał odwagi odwrócić się i wyjść.
- Jak ona mogła? - zaczęła mówić przez łzy Ass - To była taka świetna dziewczyna... Mogła tyle jeszcze przejść... Mogła pójść na studniówkę, zdać na prawo jazdy, może zostać matką i babcią ! Miała nieść nam nadzieję, że zło nigdy nie opanuje świata ... Że Zargon nigdy nie da rady nas powstrzymać , tak jak nic nie powstrzyma naszej przyjaźni... A teraz ? Wszystko już skończone... Wszystko stracone... Ciemność opanuje świat i nasze serca z powodu utraty przyjaciółki, jaką była Rosalie. I to ... To przez ciebie ! Rozumiesz !? To wszystko przez ciebie ! - krzyknęła wyrywając się z objęć chłopaka. Ciemnożółta bluza spadła na trawę. Dziewczyna podbiegła do Devila i zaczęła w niego bić pięściami . A w oczach miała czysty ogień, taki, jak za dawnych lat, który miała, kiedy goniła Rosie... Teraz chciała zabić Deva... Swojego brata ... Patrishia oddzieliła dziewczynę od chłopaka.
- Przepraszam... - powiedział wolnym krokiem cofając się w zmrok lasu.
- I co teraz ?! Masz zamiar uciec ?! O nie, nie, nie ! Zapieprzaj mi tu, raz , dwa !
- Czyż nie uważasz droga Patrishio, że brzmisz jak tandetny dowcip, myśląć że ja teraz, po tym wszystkim pokażę się światu ?
- ... - dziewczyna nic nie powiedziała. Stwierdziła, że lepiej zostawi to bez komentarza. Słowa Devila trochę ją uraziły.
- Przepraszam...
- I co teraz zrobimy ?
- Chodźmy do domu... Nie będziemy tu stali...
Wszyscy ostatni raz popatrzyli już na ciemne morze ... Devil próbował skoczyć także, myśląc, że może uda mu się odnaleźć swoją ukochaną pośród fal, lecz w ostatniej chwili Ariss pociągnął go za kaptur do domu.
Wszyscy zgromadzili się w salonie . Na zachodniej ścianie stał olbrzymi zegar hebanowy, który Devil otrzymał od prababki. W ogóle nie pasujący do nowoczesnego wystroju, lecz dla chłopaka miał on bardzo dużą wartość i wiele dla niego znaczył. Wahadło jego kołysało się z głuchym, ciężkim jednostajnym tykaniem i gdy wskazówka minutowa dokonała swego wokół tarczy obiegu, a godzina miała zadzwonić, z mosiężnych płuc olbrzyma dobywał się dźwięk cichy, czysty, nad wyraz melodyjny. Na dźwięk ten grupka przyjaciół przestała rozmawiać i wsłuchiwała się w przyjemny dla ucha odgłos. Nikt nie zważał uwagi na godzinę, aż nastąpiła północ. Wszyscy pomyśleli o Rosalie. Devil musiał na chwilę odejść do pokoju, ponieważ chciał przemyśleć parę spraw, reszta towarzystwa nie miała mu tego za złe. Gdy czarny zegar wybił pięć po dwunastej, zrobiło się naprawdę dziwnie. Nagle pojawił się tajemniczy nieznajomy, który przyszedł znikąd. Patrishia chciała pójść po kolegę, lecz reszta ją powstrzymała. Osobistość, która przybyła była smukła i chuda, od stóp do głów opatulona w całun. Maska zasłaniająca oblicze tak trafnie wyobrażała twarz zesztywniałego trupa. Mimo to przyjaciele starali się nie bać i nie przejmować, uznali, że może gdy nie będą na tego niespodziewanego przybysza zwracać uwagi zniknie. Wszakże maska posunęła się aż do przyswojenia mienia Śmierci Venerskiej, najbardziej potężnej śmierci w zaświatach. Jej ubiór był pokalany krwią, a jej wysokie czoło oraz wysokie zarysy twarzy były zbryzgane straszliwym szkarłatem.
W pokoju Devila
Chłopak był zdziwiony gościem, nie poznał w pierwszym momencie upiora. Zbliżył się na odległość trzech czy czterech kroków do zjawy, gdy nagle owa zjawa zniknęła. Odwróciwszy się, stawił nagle czoło swemu prześladowcy. Wtedy zrozumiał kim jest przybysz... Lecz za późno ... Rozległ się przenikliwy krzyk. I miecz, którym posługiwała się Śmierć Venerska ześlizgnął się na dywany, gdzie książę Devil padł półmartwy chwilę potem. Wówczas, przyjaciele pobiegli na górę do pokoju schwycili nieznajomego lecz on jak cień zniknął im z rąk pojawiając się parę kroków od nich. Pół żyjący blondyn oparł się o łóżko. Rozpoznawszy wówczas obecność Śmierci Venerskiej. Przyszła jak złodziej nocny na posłanie Króla Podziemi. I wszyscy przyjaciele - jeden po drugim - padli w pokoju skropieni rosą krwawego chrztu. I już Ciemność, i Ruina, i Śmierć Venerska wraz ze swym panem miały rozpocząć swą władzę nieograniczoną, a przyjaciele jeszcze na skraju nitki życia, próbujący się utrzymać, błagali o wolność. W swym wolnym, przynoszącym śmierć krokiem, Śmierć Venerska powoli zbliżała się do dziewcząt i chłopców by wyssać ostatnią kroplę życia, gdy stało się coś niesamowitego... Coś , czego nikt się nie spodziewał...
Między nimi, a noszącym zgrozę upiorem zaczęła powstawać jasna poświata, tak promienista i piękna, aż nagle zaczęła zmieniać kolor w złoto i bordo. I nagle ta mgła, ta poświata, ten kolor zaczął składać się w postać. W postać o pięknych długich włosach, jasnej cerze i szklanych niebieskich oczach, postać o pełnych różowych wargach i długiej złoto-bordowej szacie, wzrostem wysokiej i trampkach na nogach... To wszystko zlało się w ... Rosalie ... W ręce trzymała długą błyszczącą laskę z krętym ostrym kolcem.
- Trzymaj się od nich z daleka ! - krzyknęła i z całych sił walnęła końcem laski o podłogę wytwarzając barierę ochronną, która miała na celu zapewnić bezpieczeństwo przyjaciołom. Sama, słaba poszła stanąć oko w oko ze Śmiercią Venerską ... Ze Śmiercią Szkarłatną ...
Przeciwnik szybko pozbierał się po odepchnięciu falą jasności promieniującej z laski która przed chwilą użyła dziewczyna. Devil wpatrywał się w nią jak w obrazek. Rosie wiedziała, że ta walka zadecyduje o bezpieczeństwie jej najbliższym, więc mimo wyczerpania musi dać z siebie wszystko. Inaczej ona umrze ... I jej najbliżsi też ... I Devil ... Rzuciła się na śmierć z laską w dłoni. Walczyła profesjonalnie, zadając szybkie ruchy, przecież była wampirzycą. Niestety wampirzycą, mającą ludzkie wady ... Popatrzyła na chwilę na przyjaciół, czy nic im nie jest. Cali i bezpiecznie ale ... To był błąd. Dostała pazurami po szyi. Teraz to już musiał być koniec, ale ona nie chciała się poddawać tak łatwo, skoczyła do niespodziewanego ataku- Posłuchaj dziewczynko. Nie wygrasz ze mną. Zrozum, albo oni, albo ty - odezwała się po raz pierwszy tajemnicza Śmierć. Miała łagodny głos, czego Rosalie nie spodziewała się zupełnie. Teraz już rozumiała wszystko.. Jeśli ona odejdzie, Devil, Assay, Ariss, Patrishia będą żyli... Lecz, wymyśliła podstęp ...
- Zgoda - powiedziała - Jeśli to ma zapewnić im dobre życie, to zgadzam się . Posiądź moje życie.
- Och, jak cudownie - oblizała się - Mniam, kolejny smakowity kąsek !
- Rosalie, nie ! - krzyknął Devil, chciał wstać, lecz nie potrafił.
- Devil ... Ja muszę ... - powiedziała patrząc się na nich . Umierali, wszyscy ...
- Zróbmy to teraz , a ty daruj im życie ...
- Zbliż tu się kochanie.
Dziewczyna posłusznie podeszła trzymając nadal laskę w ręku. Popatrzyła jeszcze raz na grupkę swoich przyjaciół po czym uroniła łzę, jakby miało to być ich ostatnie spotkanie. Chłopak chciał wstać i do niej podejść ale nie miał sił. Spojrzała znów na upiorkę. Skupiła się. I to bardzo. Gdy Śmierć wychylała już po nią pazury włożyła całą swoją ostatnią siłę i krzyknęła
- Duchu Powietrza, Piasku i Morza ! Przyślij do mnie Anioła, ten rym wysyłam do Ciebie ! Niech śmierć do mnie podejdzie, nim mój czas nadejdzie ! Eima Dada Sayto Mundo ! - po czym walnęła złoto - srebrną laską a pokój wypełnił się złocistym światłem.
- Niee... ! - wykrzyczała kurcząc się w obłokach dymu. Przyjaciele odzyskując siły wstali i szybko pobiegli w stronę Rosalie . Gdy złoto - zielony dym opadł całkiem znikając w normalnym powietrzu zauważyli jej ciało leżące na deskach podłogi wraz z laską obok. Włosy przykrywały jej oczy ...
- Wsadziła z zaklęcie całą moc ... Całe życie ... - powiedziała Patrishia patrząc po pozostałych .
-----------------------------------
Przepraszam, że rozdział po takim okresie czasu, ale ostatnio co raz więcej spraw :3 i pomysł trzeba było znaleźć :3 . Mam nadzieję, że się spodoba ;> . Nie wiem czy dalej będę kontynuowała powieść o Rosalie , ale jeśli chcecie, to piszcie w komentarzach ^.^
Pozdrowienia dla Sheza <3 Pati <3 Maćka <3 Dominika <3 i dla reszty <3 xD .
Miłych ferii życzy podkarpacie, haha ^^ . Saykaaa :3
Matko jedyna...
OdpowiedzUsuńNie wiem co napisać teraz w tym momencie.
Ten straszny koniec... i co teraz będzie :F?
Oczywiście jestem bardzo ciekawy jak to się dalej potoczy :'(
Świetny rozdział i dziękuje za pozdrowienia ^^