Rozdział I - Zdziwienie
Korytarz. Przy jednym z licznych parapetów stała dziewczyna. Piękna, wysoka brunetka o niebieskim spojrzeniu, zwana Rosalie. Stała sama, nikt jej nie towarzyszył . W końcu usiadła, oparła się o biały, przyjemnie ciepły kaloryfer i zaczęła rozmyślać. Z tego transu wyrwało ją głośne siadanie obok.
- Rosalie. Tutaj jesteś, szukałam cię wszędzie - powiedziała zmartwionym głosem Patrycja.
- Rosalie. Tutaj jesteś, szukałam cię wszędzie - powiedziała zmartwionym głosem Patrycja.
- Przecież wiesz, że ja na każdej przerwie tutaj siedziałam i na razie będę siedzieć .
- Jak to na razie ? Jenak przepisujesz się do tamtej szkoły ? Rose, zastanów się nad tym jeszcze, proszę.
- Patrycja... Rozmawiałyśmy już na ten temat . Zmieniam miejsce zamieszkania a tutaj będę miała bardzo daleko...
- Wiem , wiem . - wzdychnęła zrezygnowana dziewczyna .
- Co mamy teraz ? - zapytała Rosalie patrząc towarzyszce w oczy .
- Jak to na razie ? Jenak przepisujesz się do tamtej szkoły ? Rose, zastanów się nad tym jeszcze, proszę.
- Patrycja... Rozmawiałyśmy już na ten temat . Zmieniam miejsce zamieszkania a tutaj będę miała bardzo daleko...
- Wiem , wiem . - wzdychnęła zrezygnowana dziewczyna .
- Co mamy teraz ? - zapytała Rosalie patrząc towarzyszce w oczy .
- Chemię ...
- A obudziłabyś mnie pod koniec lekcji, jak babka skończy przynudzać ? .
- Chcesz przegapić tak interesującą lekcję ? - odpowiedziała jej ta z nutką słodkiego sarkazmu .
- Bardzo śmieszne - obie dziewczyny zaczęły się śmiać .
Nagle nastała cisza , którą przerwał dzwonek oznaczający początek pierwszej lekcji.
- Rosalie, siądziesz ze mną ? - zapytała Patrycja.
- Ale ja siedzę z Katherin. - odpowiedziała dziewczyna szukając ławki w której siedzi razem z koleżanką.
- Mam siąść sama ? - zapytała niemalże ze łzami w oczach Pati .
- Jest jeszcze Elizabeth .Ona siedzi sama .
- Eh ... No dobra . Ruda , czekaj ! - wykrzyknęła do Elizabeth po przezwisku ze względu na jej cudnie naturalne rude włosy.
- No to dzisiaj do odpowiedzi przyjdzie ... Może Rosalie . - powiedziała Rebeka Rups o przezwisku Pinky. Tak przezywają ją uczniowie ze względu na zawsze różowy strój. - No szybciej. Mamy dzisiaj dużo materiału do przerobienia .
- Zawsze tak gada - mruknęła pod nosem dziewczyna wlokąc się do biurka nauczycielki. A gry wracała z powrotem do ławki wszyscy gratulowali jej dobrej oceny.
Lekcje tak szybko minęły, że nasza główna postać się nie zorientowała kiedy już była ostatnia lekcja. W-F .
Zeszła do szatni gdzie zostawiła plecak na jednej z wielu drewnianych ławek. Wyciągnęła kluczyki do szafki i skierowała się w stronę sali gimnastycznej. Weszła tylnym wejściem, żeby jej nikt nie zauważył. Przekroczyła drzwi i znalazła się w dobrze oświetlonej sali o pomarańczowo-żółtych ścianach z szarymi wcinkami. Podłoga z paneli błyszczała pod wpływem słońca. Wzdłuż sali wisiała czysta biała siatka do piłki siatkowej. Dziewczyna bardzo lubiła grać w siatkówkę, ale zawsze była wybierana jako ostatnia ze względu na brak umiejętności serwowania. Zadowolona Rosalie pobiegła krętym korytarzem w dół gdzie wyciągnęła swój i Patrycji strój na wychowanie fizyczne. W drodze powrotnej spotkała koleżankę
- Patrishia ! Trzymaj , wzięłam Twój też . - zawołała wręczając jej strój.
- O , wielkie dzięki. Kochana jesteś. Lepiej już chodźmy na górę, bo się spóźnimy - powiedziała Patrycja i pobiegły razem na górę się przebrać.
Gdy tylko skończyły zmieniać ubranie zadzwonił dzwonek na lekcje i prędko wbiegły na salę gimnastyczną stając w szeregu obok reszty klasy. Oczywiście dziewczęta i chłopcy mieli osobno W-f . Rozgrzewkę prowadziła Sally. Po naciągnięciu się i rozgrzaniu nastąpiło wybieranie składów. Dwie kapitanki. Kaya - jedna z najlepszych dziewcząt grających. Marzeniem Rose było zagranie z nią w jednej drużynie. Drugą kapitanką była Katherin. Ona też nawet dobrze grała, ale nikt nie dorównywał Kayi.
Gdy tylko skończyły zmieniać ubranie zadzwonił dzwonek na lekcje i prędko wbiegły na salę gimnastyczną stając w szeregu obok reszty klasy. Oczywiście dziewczęta i chłopcy mieli osobno W-f . Rozgrzewkę prowadziła Sally. Po naciągnięciu się i rozgrzaniu nastąpiło wybieranie składów. Dwie kapitanki. Kaya - jedna z najlepszych dziewcząt grających. Marzeniem Rose było zagranie z nią w jednej drużynie. Drugą kapitanką była Katherin. Ona też nawet dobrze grała, ale nikt nie dorównywał Kayi.
- Wybieraj Kaya pierwsza - powiedział nauczyciel, pan Oktavian.
- Dlaczego ona zawsze pierwsza wybiera ? - zapytała Katherin z żalem w głosie.
- Po prostu wybierajcie. Ja mam dużo pracy. Muszę skończyć wystawiać oceny. Na następnej lekcji będę obserwował czy robicie postępy.
- No to ja wybieram ... Rosalie - powiedziała Kaya zaskoczona własnym głosem, tak jakby sama nie wierzyła że to powiedziała.
- Ją ?! - zapytały zdziwione dziewczyny z "wyższych sfer".
- Mnie ?! - dołączyła do tego zdziwienia Rosie.
- Tak. Ją - teraz Kaya powiedziała to już z pewniejszym głosem.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
- Zrobimy walkę. Rose, przynieś tą niebiesko-żółtą piłkę, ok ? - zapytała Kaya z proszącą miną.
- Okay. - Dziewczyna pobiegła do pokoju nauczycielskiego który jest naprzeciwko wejścia do sali. Pan Oktavian siedział przy stole nad dziennikiem z zaciętą miną.
- Eee ... Mógłby pan nam dać piłkę ?
Nauczyciel podskoczył na krześle . - Ach , to ty Rosalie. Przestraszyłaś mnie . Tak , weź sobie . Jest w szafie.
Wzięła piłkę , podziękowała i wbiegła na salę do swojej drużyny walnęła piłka tak mocno podczas walki że żadna z przeciwniczek nie odbiła.
Kaya zrobiła minę pełnego podziwu i zaskoczenia . - Dobra , gramy . Nasz serw.
Gra się zaczęła, a Rosalie szło tak dobrze. Odbijała wszystkie piłki kierowane w jej stronę. Ścinała z taką energią że zawsze był punkt dla nich. Ale nadszedł czas do serwowania. Bała się. Nagle zobaczyła, że ktoś siedzi na koszu do koszykówki i obserwuje ją z zaciekawieniem. Postać ta wyglądała na oko dość normalnie. Ale warto zauważyć że jeśli się przyjrzeć to miała czerwone oczy, wydawało się jakby paliły się żywym ogniem. Oczywiście szpony , zamiast paznokci. Z tyłu wyrastał dlugi ogon pokryty kolcami, które połyskiwały w świetle słońca wpadającego przez okna . Był to chłopak.
- Uda ci się Rose ! Ten serw odmieni twoje życie . Dalej ! - wykrzyknął i zniknął. Nagle nastolatka poczuła przypływ siły i już wiedziała że musi się jej udać.
- No , Rosalie ! Szybciej, serwuj. Chyba że cię teraz strach obleciał . - zaśmiała się Miranda. Nie przepadały za sobą. Zawsze wyśmiewała się z Rose . Dziewczyna wzięła głęboki oddech i zaserwowała tak mocno że piłka poleciała na sam koniec boiska przy okazji waląc Mirandę w głowę .
- No Miranda. Kogo teraz strach obleciał ? - zapytała Rosalie nie wierząc że komuś docina, ale słowa same sypały się z jej ust.
- To niemożliwe - warknęła Miranda ze złością .
- Możliwe, możliwe. Twoja niechęć do Rosalie dodaje jej sił. - powiedziała Kaya . One też za sobą teraz zbytnio nie przepadają . Kiedyś się przyjaźniły, ale Mirandzie odbiła niby sława i zaczęła rozpowiadać fałszywe plotki o Kayi w całej szkole. Gdy zadzwonił dzwonek nauczyciel wszedł do sali
- Dobrze dziewczęta. Idźcie teraz do szatni, żeby odpocząć.
Po wyjściu ze sali wszyscy gratulowali Rosali dobrej gry . Razem z Katherin i Patrishią poszły się napić . Dziewczyna nie mogła znaleźć drugiej zaczętej już butelki cisowianki. Zamiast niej znalazła jakąś szklaną butelkę z pomarańczowym napojem . Rosie po dłuższym zastanowieniu zdjęła karteczkę która była przyklejona i wzięła parę głębokich łyków nieznanej cieczy. Poczuła że coś się w niej zmieniło, ale niewiedziała co.
- Dobra , idziemy już ? . zapytała Katherin, badawczo przyglądając się Rose.
- Pewnie. Zaraz znów gramy - powiedziała dziewczyna ostrym głosem.
- Em ... Rosalie, czemu twoje oczy zrobiły się na chwilę czarno-żołte ? - zapytała Patrishia niepewnym głosem.
- O czym ty mowisz ? Jakbyś nie zauważyła to mam niebieskie oczy - powiedziała po czym wyszła ze szatni .
Spóźniony o pięć minut nauczyciel wpadł do sali przepraszając klasę za spóźnienie. Gra się zaczęła . Zainteresowany nauczyciel calą uwagę poświęcił Rose której znow szło fantastycznie .
- Dobrze dziewczęta ! Zbiórka ! - krzyknął Oktavian swoim donośnym głosem. - Bardzo dobrze grałyście. Widzę że się poprawiłyście, szczególne uznania dla Rosalie - po tych słowach dziewczyny zaczęły bić jej brawa .
- Eee ... Dziękuję - powiedziała zmieszana Rose.
- Proszę pana, a jest dzisiaj SKS z siatkówki ?- zapytała Kaya, która należy do drużyny. Zawsze jeździła na zawody. Prawie za każdym razem przywoziła razem z zespołem jakieś trofea .
- Owszem, jest. Musimy trenować, bo za niedługo są kolejne zawody. Musimy się zrewanżować dwójce.
- A czy Rose mogłaby należeć do naszej drużyny ?. Wtedy to byśmy na pewno wygrali . A tamtym by opadły szczęki z zaskoczenia ! - powiedziała jednym tchem Kaya z rozmarzonym wzrokiem.
- Hm ... To byłby zaszczyt. Co ty na to Rosalie ? Zaszczyciłabyś nas swoim towarzystwem w naszej drużynie ? . Brakuje nam jednej zawodniczki. A strój idealnie pasowałby na ciebie...
- Yhm ... Mogę spróbować - powiedziała znów zmieszana Rose.
- Yeast ! - wykrzyknęła zadowolona Kaya .
- To Kaya przyjdź z Rosalie po przerwie do mnie . Następną lekcję mam wolną , więc porozmawiamy .
- Dobrze , proszę pana .
Po dzwonku Rose i Kaya wybiegły jako pierwsze prosto na koniec korytarza porozmawiać. Przerwa szybko minęła . Dziewczyny poszły do pana Oktaviana tak jak obiecały . Gdy tylko weszły zastały nauczyciela grzebiącego coś w komodzie.
- Oktavian , już jesteśmy - powiedziała Kaya i weszła śmiało do pomieszczenia . Rosalie dziwiła się swobodą Kayi . I czemu zwraca się do nauczyciela na ty ? .
- Wejdź Rosie. Śmiało - z zamyślenia wyrwał ją zachęcający głos nauczyciela .
- Ee .. Ok .
- Nie krępuj się Rose. Teraz bądź sobą . - powiedziała Kaya patrząć krzywo na dziewczynę .
- Teraz należysz do drużyny. Każdy kto w niej jest, ma się czuć jak u swoich. Dlatego mamy się na 'ty' . Nawet ze mną, chociaż jestem nauczycielem. Od teraz nazywaj mnie Oktavian . Po prostu . Bez żadnego "pan" . Nie przepadam za tym ale muszę to znosić . Zrozumiałaś ? Żadnego " pan " .
- Dobra . To pan... y ... Oktavian, jaki dostanę strój ? .
- Oh ... Na pewno ci się spodoba - zapewnili razem Kaya z Oktavianem .
Podszedł do szafy i wyciągnął zapakowany strój w futerał i powiesił go na drzwiach od szafy .
- No , otwórz - zachęcił ją Oktavian .
Rosalie po krótkim zastanowieniu wstala z krzesła i rozpakowała prezent. Jej oczom ukazał się piękny połyskujący czarno-różowy strój składających się z bluzki na szerszych ramiączkach i krótkich spodenek . Oczywiście w komplecie były ochraniacze .
- Jest przepiękny - powiedziała dziewczyna zahipnotyzowana pięknem ubrania .
Gratuluje świetnego rozdziału :) mam nadzieje że będziesz pisać tak dalej :) poza tym polecę twojego bloga u mnie na :
OdpowiedzUsuńhttp://lwiaziemia-panowanie-pokole.blogspot.com/
i na 2 innych blogach :)
http://moj-kochany-swiat-zwierzakow.bloog.pl/?ticaid=6e46d
i...
http://mojeopowiadaniasss.bloog.pl/index.html?id=330772375&title=Rozdzial-3-Powrocil