czwartek, 20 grudnia 2012

Rozdział 22 
czyli
,, Maraton myśli ''


Był spokojny, pogodny wieczór. Na horyzoncie widoczne było jeszcze zarumienione słońce spoglądające na niebo, gdzie można było zauważyć, to tu, to tam jeszcze leniwe obłoczki niechętnie płynące dalej przed siebie. Przyjaciele pomagali dziewczynie przy wyjściu z budynku. Za niedługo, szczęście, poruszenie, wesoła atmosfera. Przywitanie Rosalie z powrotem w domu. Devil niósł na rękach swoją ukochaną, gdy Patrishia wraz z Assay otwierały drzwi. Wszystkich zaskoczyło ciemne pomieszczenie, do którego wchodziło się prosto z pola. Zawsze było tam wesoło, ponieważ o tej porze rodzice Rosie w czwartki wracali z pracy i krzątali się po domu z uśmiechami na twarzach. Po chwili jednak usłyszeli dosyć wyraźną kłótnię. Brązowowłosa piękność poznała głos ukochanej cioci i jej kuzynki Nicolette. W końcu słychać było kroki i ich oczom ukazały się sylwetki kobiety i jej córki.
- Rosalie, jak miło cię widzieć. Chodź tu uściskac ciocię - uśmiechnęła się promiennie, ale jednak zauważyc było łatwo... Coś było nie tak ... Coś ukrywała...
Mimo to Rosalie przywitała się uściskiem z rodziną. Po chwili twarz Nicolette zmieniła wyraz, była pogrążona, smutna . W końcu usłyszała głos jej matki
- Rosalie, muszę ci coś powiedzieć ... Nie wiem, jak to przyjmiesz, ale...
- Mamo, ja jej o tym powiem - przerwała nastolatka . Wzięła ją za rękę, poszły i usiadły na kanapie, Reszta wzięła z nich przykład.
- Kochana... Nie jest łatwo to powiedziec, ale twoi rodzice ... Mi też jest z tym ciężko, tak samo jak mamie, ale oni ... Mieli dzisiaj wypadek i zginęli na miejscu ... Powinnaś wiedziec ... Dlatego my, chcemy żebyś wprowadziła się do nas ... Przecież nie będziesz mieszkała tu sama ... 
To był over . Rosalie zbladła. Nie mogła uwierzyc w to, co przed chwilą usłyszała
-    Kochanie prawda o życiu jest smutna, nikt nie jest w stanie przewidzieć jutra…Nikt się tego nie spodziewał ... Więc żyjmy tak jakby jutra nie było, pozostaje absolutna wiara ... - reszty nie usłyszała. Wybiegła z domu. 


     Wystarczy pomyśleć, ile się zmienia, jeżeli zejdzie się z chodnika i zrobi trzy kroki po jezdni…

  Rosie biegła ile sił w nogach, a jako wampirzyca, poruszała się bardzo szybko. Nie zważała na nic. Na auta, drzewa, biegła przed siebie, jak najdalej stąd. Biegnąc, zauważyła miejsce jakiegoś wypadku. Od razu zorientowała się, że tu zginęli jej rodzice. Zaczęła płakać. Usiadła na krawężniku, po chwili zauważyła coś. Podniosła nogę, znalazła zdjęcie. Przypatrzyła się dokładnie. To było ich stare zdjęcie z ostatnich wakacji nad morzem, które tata zawsze nosił przy sobie. Nagle przed oczami stanęły te wszystkie chwile. Wspólne wakacje, pobyt u babci na święta. I ten uśmiech mamy. Był to uśmiech, który można tylko próbować naśladować, stojąc przed lustrem w łazience. Dziewczyna zaczęła płakać jeszcze bardziej. Jej psychika była całkowicie odłączona od tego, co robiło jej ciało. Oddałaby całe swoje życie, żeby tylko nie ta sytuacja... W końcu wstała, przytuliła zdjęcie do serca i wsadziła je do kieszonki rurek. Biegła dalej. Dobiegła pod duży czarny dom, otworzyła drzwi wejściowe i wbiegła na samą górę. Popchnęła brązowe drzwi do pokoju Deva i rzuciła się na łóżko. Wyciągnęła zdjęcie z kieszonki. Wiedziała, że wpatrując się w nie, nie znajdzie recepty na szczęście, ale nie mogła oderwać wzroku od fotografii . 

 Jej dusza była mroczna, smutna i zatracona. Dlaczego zawsze dawała się ponieść idiotycznym pomysłom?

 Rosalie leżała ze zdjęciem w dłoni, myśląc o swoim istnieniu . 
> Po co ja tu w ogóle jestem ? < - to pytanie chodziło jej po głowie, a w umyśle dział się maraton myśli ... Po chwili nie wytrzymała. Za dużo przeżyć. Zasnęła. 
Śniło jej się, że włożyła słuchawki do uszu. Stanęła na tarasie i wpatrywała się w gwiazdy. W ręku trzymała kieliszek wina. Słuchając jednej piosenki w kółko, delektowała się każdym łykiem wina, stała w ten sposób, aż do świtu. Czekała na wschód słońca. Miała nadzieję, że razem z nowym dniem, pojawią się nowe nadzieje. I nagle, gdy już było dosyć jasno, zobaczyła ulicę, auta, wypadek, jej rodziców wołających o pomoc. Potem karetka. Stała zapłakana na zewnątrz, nie mogła się ruszyć, chociaż tak bardzo pragnęła pobiec tam i pomóc. Cofnąć czas. 

 
Świeczki na torcie, spadająca gwiazda, te same cyfry w godzinie,rzęsa na policzku, zawsze to samo życzenie.

*Żeby tylko cofnąć czas ...*

 - Wiesz Prosiaczku… Czasami miłość znika jak miodek Kubusia…Za szybko… Tak samo życie ludzkie ... - usłyszała czyjś głos, odwróciła się i zobaczyła twarz mężczyzny. Lecz tylko w mignięciu. Wydawało się jej, że widzi Zarena ...  Obudziła się z krzykiem, poczuła czyjąś dłoń na ramieniu. Przestraszona skoczyła z łóżka i potykając się o pufę wylądowała prosto na wyciągnięte ręce Devila, który lekko się zaśmiał. Gdy dziewczyna wstała, okazało się że tą dłonią, była ręka Assay, która próbowała ją obudzić. 
- Devil ... - rozpłakała się i schowała twarz w przyjemnie miękkiej zielonej bluzie chłopaka
- Już kochanie, cicho . Będzie dobrze - powiedział, całując ją w czoło i obejmując w tali. Po chwili, drżącym krokiem doszli do łóżka. Dziewczyna wszystko opowiedziała 
- I wydaję mi się, że to był Zaren ... - skończyła 
- Nie, to już jest patologiczne - westchnęła Assay patrząc na brata który pocieszał jej koleżankę
- Wiem o tym, trzeba coś z tym zrobić - powiedziała Patrishia - Najlepiej będzie, jak to od razu zgłoszę, bo później mogą z tej sprawy wyjść jakieś niepotrzebne komplikacje - skrzywiła się i zniknęła .
- Ass, mógłbym cię o coś poprosić ? 
- Pewnie
- Zejdź na dół i zrób jakąś kolację, dzisiaj śpimy u mnie. Nie puszczę jej do domu - powiedział chłopak i uśmiechnął się całując dziewczynę w nos
- Okej, już się robi brat - uścisnęła go i znikła w drzwiach. Słychać było tylko jej kroki na schodach.
- Jesteś architektem moich snów, projektantem uśmiechu, wynalazcą szczęścia - odezwała się cicho i wtuliła się w niego. On ją przytulił i głaskał bo włosach. Milczał, nie wiedział co powiedzieć. Chciał jej tylko mówić, jak bardzo ją kocha i że wszystko będzie dobrze .
- Devil, mogłabym iść pod prysznic ... ? - zapytała niepewnie - Chyba potrzebuję się z tego wszystkiego jakoś oczyścić pod ciepłą wodą ... 
- Oczywiście skarbie - pocałował ją - Chodź, dam ci ręcznik i czyste ciuchy - uśmiechnął się i poszli za rękę na koniec korytarza. Jasne światło z początku trochę ją oślepiło, ale dała radę. Chłopak wyjął z szafki na górze potrzebne rzeczy i zakańczając to buziakiem wyszedł z pomieszczenia.  Gdy wyszedł, usłyszał puszczanie wody. Ucieszył się, bo być może wszystko wróci do normy.
- Pomóc ci tu w czymś ? - zapytał zbiegając na dół do kuchni
- Ahhh, nie mogę się tu odnaleźć - powiedziała Ass
- Czekaj, daj to - zaśmiał się
- Nigdy o nic cię nie prosiłam, ale w tej chwili w dupie mam honor. Przytul mnie mocno i wytłumacz gdzie co masz tu - zaśmiała się czując ramiona brata . Po chwili zaczęły się wykłady . 
- Chodź to namaluję ci tęczę ołówkiem - zaśmiali się czytając napis na opakowaniu po chlebie tostowym . Ich śmiech przerwał krzyk Rosalie. Oboje wszystko rzucili i pobiegli na górę. Bez pukania weszli do łazienki, znaleźli na wpół przytomną dziewczynę opatuloną w ręcznik na podłodze z dosyć długim cięciem na prawej ręce, zrobionym przez ostrza śmierci. Devil szybko poleciał po elixiere , żeby pomóc umierającej dziewczynie, gdy Assay w tym czasie nie dawała jej zamknąć oczu. Po paru sekundach przyleciał Maciek w potrzebnymi rzeczami i zajęli się odratowywaniem dziewczyny. Gdy skończyli wyszedł, zostawiając siostrę która chciała ubrać Rosalie w ciuchy. Podczas tego ubierania, chłopak zamienił się w demona i teleportował się do jej domu. Wyciągnął walizki z szaf i zaczął pakować wszystkie rzeczy dziewczyny. Zacząwszy od poduszek, po kosmetyki aż do ciuchów . Wszystko, stare gazety, plakaty. Chciał, żeby czuła się u niego jak u siebie. Nagle spostrzegł, że ktoś mu się przygląda. Gdy szedł w stronę nieznanego osobnika, ten wyskoczył na niego z nożem. Chciał go zabić ale nie dał się tak łatwo. Powalił go, dopiero na końcu spostrzegł się że to 
- Domin ?! Ty cwelu ! Co ty tu robisz ?! Zabiję cię ! - po chwili obok niego stanął Markhie
- Co się tu dzieje, Devil  ! Kto to jest ?! - krzyknął , gdy zobaczył nogę Devila na brzuchu Domina
- To ten cwel Domin, co wtedy szczelił do Rosalie strzałą. Chciał ją zabić, jak brała prysznic. Albo on albo Zaren, przyszedłem tu tylko po rzeczy dla niej, a on mnie zaatakował ! 
- Ja je... - nie dokończył używając głośnego pip jako cenzurę - Okej, ja go wezmę ze sobą . 
- Dzięki, au - skrzywił się dotykając rękę. Był cały pokaleczony od noża
- Nic ci nie jest ? Może chodź ze mną, Atros ci pomoże 
- Nie Mark, dzięki - uśmiechnął się - Muszę jeszcze wziąć parę rzeczy. Pilnujcie go tam - powiedział patrząc jak kumpel zabiera cwela Domina - Kufa, cwelowaty cwel - skrzywił się. Powysyłał wszystkie walizki i pudła do swojego domu, a potem sam się tam znalazł. Zmienił się w człowieka i zaczął rozpakowywać pakunki. Akurat gdy kończył Asska weszła do ogromnego pomieszczenia razem z Rosalie, która ledwie stała na nogach. Doznały szoku
- I co ? Może być ?  - zaśmiał się - Od dzisiaj mieszkamy wszyscy razem . Dziewczyny, macie wspólny pokój, ja będę obok, ewentualnie mogę zrobić drzwi tu w ścianie i będzie taki pokój dzielony - zaśmiał się, tak słodko, że Rosalie zakręciło się w głowie - Pozwolisz, że teraz ja ją przejmę - zachichotał i zaczął całować dziewczynę, która opierała się o niego. 
- Kocham cię - wyszeptała mu do ucha
- Ja ciebie też kocham skarbie - pocałował ją i posadził na łóżku. 
- Wszystko sprowadza się do tego, żeby stanąć , spojrzeć ludziom prosto w oczy, błysnąć zabójczym uśmiechem i powiedzieć: „spierdalajcie ,jestem boska”. A ty chuyu ze wsi mieszkasz z nami w jednym pokoju - zaczęła się śmiac Ass i walnęła Devila poduszką, że aż włosy mu się postawiły do góry, coś na wzór zmutowanego irokeza .
- Jeszcze nie raz spieprzymy to na czym nam na prawdę zależy. A teraz a masz franco ty kochana ! Muahahaha ! - zaśmiał się diabolicznie i oddał jej poduchą. 
- Kocham was , piję wino, palę skręty z kolegami, wpadnijcie kiedyś poniszczyć się z nami - zaśmiała się Rosalie i uciszyła wszystkich wielką poduchą. Devil, Rosie i Assay spadli na łóżko śmiejąc się przy tym w najlepsze. 
- Kocham was i mówię wam że dzięki wam kiedyś będę tak odważna, że na ulicy będę pytać dresów, czy chcą wpierdol - zaśmiała się Ass
- OmG, idę z tobą ! Chce zobaczyć ich minę Bejbiss ! Haha ! 
- Rosie ?
- Czo Bejbi ?
- Jaką najlepszą sytuację miałaś z Devilem ?
- Asska, wszystkie są wyjątkowe, bo związane z nim . Ale miło wspominam gdy on patrzył wstydliwie swoimi ślicznymi olbrzymimi niebieskimi paczadełkami, bawił się kosmykiem moich włosów. A ja przesiąknięta nim w zupełności, chwyciłam go za rękę, tak na wypadek próby ucieczki i wtedy zaczęliśmy się cał... - nie dokończyła czując jego wargi na swoich.
- Haha ! Jeszcze nam tu mojego Arissa brakuje do kompletu , haha - zachichotała 
- Mówiłaś coś kotek ? - odwróciła głowę i zobaczyła go, greckiego boga w drzwiach
- Ariss ! - krzyknęła przytulając się do niego - Co tutaj robisz ?
-  Dla Ciebie wszystko.
- Nie trzeba wszystko.
- Tylko co?
- Tylko mnie kochaj !.


--------------------------------------------------

Rozdział po dłuuugiej przerwie, ale jest ;3 
Oczywiście, muszą być dedyki ! <333
Dla ; 
- Sheza <3
- Pati <3
- Mw <33
I dla wszystkich czytających, omm <3 ;3 :3 
Kocham Was <3 Haha :3 :3 :3

1 komentarz:

  1. Kurna...
    Znowu jestem zajebiście w tyle z rozdziałem... Super.
    Rozdział bardzo mi się podobał, a teksty jak zwykle Boskie! "Kufa, cwelowaty cwel" Haha! Dobre :D
    Twoje opisy, dialogi, te całe opowiadanie jest tak wspaniałe, że aż chce się normalnie więcej i więcej tych rozdziałów! :)
    Dziękuje ślicznie za dedyka. Pozdrawiam bardzo serdecznie, a przy tym czekam z niecierpliwością na następne materiały.

    OdpowiedzUsuń