piątek, 14 września 2012

You were everything, everything that I wanted...



Byłeś wszystkim, wszystkim czego chciałam
...

 


Następny dzień wydawał się zaczynać idealnie. Był piękny, słoneczny dzień. Na niebie nie było ani jedenj chmurki. Zdecydowanie dzisiejsze popołudnie można byłoby wpisać do rekordowych upałów tego lata.
Devil jak to miał w zwyczaju siedział w przytulnym pokoju Rosalie. Nie byli jednak sami. Towarzyszyli im Patrishia i Ralph. Rozmawiali, śmiali się, nagle zapytała

- Jesteście może głodni ?

- Ja nie jestem, ale z chęcią zjadłbym kanapki twojej roboty skarbie - powiedział Devil dając jej buzi w policzek.

- Ej, też byśmy zjedli - zaprotestowała reszta

- Dobrze, dobrze - zaśmiała się. Chłopak zsiadł z jej kolan, a dziewczyna udała sie do kuchni przygotować posiłek.

- Patrishia, mogłabyś ? - zapytał Maciek, upewniwszy się, że jego ukochana faktycznie zeszła na dół i nie jest w stanie nic usłyszeć.

Dziewczyna kiwnęła głową, wymamrotała coś i nagle Devil i Ralph złączyli się w całość ?!

- Dzięki, od razu lepiej. Myslałem, że dłużej tak nie wytzrymam . Nie nawidzę być w podwójnych ciałach ... - mruknął Devil

- Kiedy jej powiesz ?

- Coś ty ! Chyba bym był głupi jakbym jej powiedział że ja i Ralph to jedna osoba , tak jak Miley i Hannah Montana - na to weszła Rosalie upuszczając tacke z talerzem z pysznie wyglądającymi kanapkami i sokiem jabłkowym oraz szklankami. Wszystko to runęło na ziemię, odbijając się od brązowych paneli błyszczących przez światło słońca, wpadającego przez duże okno lekko przysłonięte brazową krótką firanką.

- Że co ?! - krzyknęła - Jak mogłeś ?! - rozpłakała się i wybiegła z pomieszczenia przez korytarz. Zbiegla szybko krętymi schodami, po czym wypadła na pole biegnąc przed siebie.

- I co teraz panie nie powiem jej ?! - Patrishia była zdenerwowana. Wiedziała, do czego jest zdolna jej koleżanka w takim stanie. Mogła nawet wskoczyć pod pierwsze lepsze nadjeżdżające auto.

- Ja ... Nie wiem ... Może sama wróci do domu ... ? - zająkał się chłopak

- A jesli nie będzie jej do wieczora, to co ?! Zgłosimy na policję sprawę tematu "Dziewczyna zagubiła się, po tym gdy wybiegła z domu gdyż dowiedziała się że jej chłopak to jedna druga innej osoby " ?!

- No ... Nie ... Poszukamy jej ...

- Dobra, ale jak tylko nie wróci, to idziemy jej szukać - krzyknęła zrozpaczona Patrishia

- Zgoda - zgodził się i usiadł koło dziewczyny.

W tym samym czasie Rosalie wbiegła w jakiś zaułek. Jedna mysl i znikła . Znalazła się w mieszkaniu Ralpha-Devila ... Gdzieś, gdzie spędziła dużo czasu... Udała się do łazienki. Znalazła tabletki usypiające, od razu zażyła, popijając wodą z kranu. Popatrzyła na swoje odbicie w lustrze. Widziała dziewczynę . Młodą dziewczynę, z brązowymi włosami i niebieskimi oczami, z bladą cerą i ustami podchodzącymi w siny odcień. Na jej twarzy malowała się niepewność, ale też zmęczenie, bezsilność i wiele innych emocji. Po jej policzkach płynęły łzy. Przeźroczyste jak woda, lecz każda uroniona, bolała co raz bardziej. Rosalie odwróciła wzrok i wyszła z toalety. Udała się do sypialni. Na biurku stało jego zdjęcie.

-
Jesteś bezkonkurencyjnym mistrzem w manipulowaniu moim samopoczuciem - powiedziała sama do siebie, po czym uśmiechnęła się gorzko, ujrzawszy swoje zdjęcie. Wzięła te oba znaleziska do ręki drżącym ruchem. Usiadła na łóżku, wpatrując się w nie. Nawet nie wie kiedy, jej oczy zamknęły się i zmorzył ją głeboki sen . W śnie znalazła się na polanie. Było jasno, ciepło, lecz wiał lekki wiaterek, który plątał długie włosy dziewczyny. Miała na sobie krwisto-czerwoną szatę i wysokie glany tego samego koloru. W dłoni trzymała sztylety. Nic nie rozumiała, aż do momentu kiedy przed nią pojawiła się Assay...

- No witaj Rosalie - uśmiechnęła się łobuzersko oblizując wargi

- Cześć Assay - zadrżała wymawiając to imię

Patrzyły tak na siebie przez dobrą chwilę. W końcu jedna powiedziała

- Boisz się zapytać, czego chcę od ciebie ? - zaśmiała się

- Nie. Boję się odpowiedzi - powiedziała Rosalie . Wyglądała piekniej niż zwykle. Jej włosy błyszczały, cera była opalona w odcieniu jaśniejszym od brązu . Oczy błyszczały, a usta były czerwone od napływającej do nich krwi.

- Wiesz... Dowiedziałam się że masz treningi . Chciałam sprawdzić jak ci idzie

- Wiesz co ? Skończ pierdolić , bo nie chce mi się udawać, że to mnie interesuje.

- To ma cię interesować ! - krzyknęła wkurzona Assay

-
Jak przeraża Cię moja szczerość to się pierdol i nie wracaj - rzuciła od niechcenia Rosalie

- Ty jesteś jakaś nienormalna, dziecko !

-
Im bardziej jesteśmy nienormalni tym bardziej jesteśmy wartościowi

- Nie bądź taka cięta, bo ci się to nie opłaci

- Bo ? - Rosalie pokiwała głową na boki - To tylko pieprzony sen !

-
Księżniczko, obudź się to pierdolone życie, nie wymarzony sen .. Myślisz, że śnisz, ale tak naprawdę żyjesz. I jesteś tu . To nie jest sen . - zaśmiała się Assay

Rosalie przytkało. Myślała że to tylko sen ...

- Teraz przez ciebie mam hardcorowy rozpierdol w mojej psychice...

- I dobrze ci tak

- Naiwna suka - warknęła i rzuciła się na Assay. Ona kompletnie się tego nie spodziewała. Nie wiedziała, że w jej przeciwniczce było tyle agresji. Rosalie, jako wampirzyca poruszała się z prędkością światła nie tracąc przy tym na wdzięku. Z łatwością odpychała ataki dziewczyny i zadawała swoje nie męcząc się przy tym. W końcu zadała ostateczny cios. Wbiła jej swój sztylet.

- R
odzice pewnie chcieli dać Ci na imię 'szmata' tylko ksiądz nie pozwolił. Zgadłam ? - wycharczała Assay trzymając się za miejsce w którym nadaj był wbity sztylet. Spływała po nim krew. Ale to nie była zwykła krew... Tylko biała. Jedynie potomstwo Króla Ciemności (Zarena) ma ją...

> To niemożliwe ! < - pomyślała Rosalie

- E
mocjonalny rozpierdol w głowie, nieprawdaż ? - powiedziała dziewczyna, po czym dała kopa z glana prosto w przeciwniczkę. Wyjęła jej sztylet, podczas gdy ona traciła przytomność. W dłoni na powrót trzymała swoją broń, tylko że teraz, jej ostrze lśniło białą mazią ... Patrzyła na Assay, po czym odeszła w las. Momentalnie się obudziła. Zorientowała się, że nie jest sama. W tym samym pokoju był jeszcze Ralph-Devil-Domin oraz Patrishia. Na jej policzkach dalej było widać łzy, a sama była ubrana w wojownicze wdzianko. Lecz po chwili znowu miała na sobie zwyczajne ciuchy...

- Co się stało ?! - krzyknęli oboje, gdy Rosalie doszła do siebie.

- Biłam się z Assay - wymamrotała, jakby to nie było nic ważnego

- Co ?!

- To ... Devil... Assay to córka Zarena... - powiedziała odwracając wzrok.

Chłopaka zatkało, dziewczynę również.

- Jak to ? Czemu tak sądzisz ? - zapytała Patrishia

- Dlatego - wysiliła się i w jej ręce pojawił się sztylet, na którym dalej była biała krew

- To niemożliwe - zaczął płakać Devil

- Nie płacz ... - powiedziała Rosalie i usiadła koło niego. Mimo tego, jak bardzo ją okłamał, pozwoliła mu oprzeć głowę na swoim ramieniu.

- Rosalie ... Teraz Zaren będzie chciał cię zabić, słuchaj ... Ja nie mogę wytrzymać z myślą, że może ci się coś stać - wyjąkał patrząc na nią

- Czekaj... Muszę się ogarnąć... Poukładać ten chwilowy burdel uczuć...

- Mogę coś dla ciebie zrobić ? zapytał

- Powiedz mi, gdzie mogę złożyć reklamację, na moje zjebane życie...



-----------------------------------------------------------------

Mam nadzieję, że rozdział się podobał. Troszkę krótki, ale zawsze coś :) Następny dodam prawdopodobnie jutro jak znajdę czas , a jeśli nie to taki dłuższy na następnym weekendzie :) ;*
Pozdrowienia dla paczki :
- Patka < 33
- Shez < 33
- Kane < 33
- Mw < 33
- Dd < 3333
I oczywiście dla innych czytających ! :D



1 komentarz:

  1. Rozdział jak zwykle mi się podobał. Piszesz bardzo ciekawie i miło się to czyta. Uwielbiam to! Dziękuje za pozdrowienia i ja również Ciebie pozdrawiam :) Czekam na więcej rozdziałów :D

    OdpowiedzUsuń